Który rodzic nie marzy o szybkim odpieluchowaniu? Ciągłe kupowanie kolejnych paczek pampersów, czy nieustanne pranie wielorazowych pieluch nie jedną mamę przyprawia o ból głowy. Pewnie pośpiesznie kupiłaś nocnik, z nadzieją na jego szybkie wykorzystanie, a on na razie świetnie się sprawdza w zabawie jako kapelusz? Niecierpliwie oczekujesz momentu, gdy twój maluch zechce zrobić siku gdzie indziej niż w pieluchę, majtki czy świeżo umytą podłogę? W takim razie kiedy najlepiej odpieluchować dziecko, jak to zrobić i dlaczego odpieluchowanie nie zawsze jest takie proste jak się wydaje?

Nasza historia, czyli dziecko nauczyło nas rozumu

Cała akcja: odpieluchowanie trwała… dwa lata.
To my – młodzi, narwani, niecierpliwi rodzice, zasłuchani w historiach rodzinnych i tych słyszanych od znajomych – kupiliśmy Zośce nocnik gdy – uwaga – skończyła sześć miesięcy. Nie uczyliśmy jej korzystania z niego od razu, no ale jednak… Serio, zrobiliśmy to. Pamiętam jak wracając z uczelni zatrzymaliśmy się w hurtowni z artykułami dziecięcymi i wybieraliśmy ten okropny, niebieski nocnik. Jaraliśmy się jak pochodnie, a oczyma wyobraźni widzieliśmy jak Zo sama siada na nocniku, a my klaszczemy z radości…

BŁĄD NR 1
Nocnik, niczym każda inna zabawka, posłużył Zosi do zabawy. Stał się kapeluszem, a ona nawet nieco starsza nie ogarniała wcale, że to nie koniecznie służy jako okrycie głowy. Ale jak ochoczo go nosiła! Wyglądała jak kowboj z rodeo. A my, wkurzaliśmy się, wciąż wkładając jej do głowy że tym się nie bawi, bo tam są zarazki (nawet wtedy nikt nigdy tam nie nasikał!), że nie wolno tego nosić na głowie, no generalnie byliśmy na nie. Frajerzy. Zośka zniechęcona przestała się interesować nocnikiem nawet podczas zabawy.

BŁĄD NR 2
Za szybko chcieliśmy, za dużo razy próbowaliśmy sadzać ją na nocnik gdy wyraźnie nie była na to gotowa i tego nie chciała. Bo my chcieliśmy pospieszyć, przyspieszyć czas bez ciągłego kupowania pieluch i tworzenia tony śmieci. Próbowałam pobawić się w wielopieluchowanie ale mnie to przerosło. Być może miałam za słaby sprzęt, być może brakło mi cierpliwości (i pieluch). Więc znów wróciliśmy do jednorazówek. I znów się wkurzałam, znów ją niemal zmuszałam namawiając do tego cholernego nocnika. Aż go znienawidziła uczuciem szczerym.

BŁĄD NR 3
„Zdejmij jej pieluchę, niech lata bez. A jak się zesika to nie zmieniaj ubrania na czyste, tylko niech czuje że ma mokro”. Ot taka złota rada od znajomych. No dobra, zdjęliśmy jej tę pieluchę, biegała, zlała się w gacie a my uparcie nie zmienialiśmy jej ubrania. Przez chwilę co prawda, ale jednak. Bo… zaraz chciała siadać na kanapie, na dywanie, na fotelu. No i były nasze nerwy, poganianie, gadanie, że mogła nie sikać w majty. Serio…? Ale z nas trąby. Bo Zośka tak polubiła sikanie w majtki… Potem nie zakładałam jej już spodni tylko same majteczki, co by zaoszczędzić sobie roboty przy ciągłym praniu. Majtek wiele nie miała, więc wszystkie grzejniki w domu oblepione były Zosinkową bielizną.

BŁĄD NR 4
Odpieluchowanie to była dla nas poprzeczka nie do osiągnięcia. Im bardziej my się na nią wkurzaliśmy, że znów nie zawołała, że znów nalała na fotel, albo zrobiła kałużę pod meblami, tym bardziej i częściej Zo lała gdzie popadnie. Nie umiała wołać, czasem udało mi się złapać moment i posadzić ją na nocniku. A czasem było też tak że ją na nim sadzałam, czytałam jej przez pół godziny książkę czekając aż tam nasika, po czym sama na siebie się denerwowałam, że znowu nic z tego.

BŁĄD NR 5
Tak bardzo i siebie i ją stresowaliśmy tym sikaniem w majty, że… Pewnego razu Zo postanowiła nasiusiać na środek pokoju i wykąpać w tej kałuży świnkę Peppę. I kaczuszkę. Zanim się zorientowałam, ona sama, cała golusieńka, kąpała się tam z zabawkami. Wszyscy wylądowali pod mega dokładnym prysznicem, a ja miałam jeszcze więcej roboty niż tylko wytrzeć kałużę i przebrać majtki.

Lista naszych błędów jest długa, mam wrażenie że się nie kończy.
Dopiero gdy odpuściliśmy, przestaliśmy o tym gadać; nie podniecaliśmy się gdy się zesikała w majtki, ani gdy nasikała do nocnika. Dopiero gdy uznaliśmy to za normalne, coś o czymś nie trzeba w kółko gadać – ona zaczęła wołać o siusiu na… muszlę. Wcale nie chciała na nocnik, wolała w łazience na swojej nakładce. Ale stało się to dopiero na tydzień przed trzecimi urodzinami! Długo musieliśmy czekać na to aż do tego dojrzeje. A może to my musieliśmy dojrzeć do pewnych rzeczy? Jedno jest pewne – dziecko nauczyło nas rozumu.
Wnioski wyciągnięte, lekcja i nauczka na całe życie. Drugiemu będzie z nami łatwiej…

Wrzuć na luz

Moje obserwacje skłaniają mnie to wniosku, że to my, rodzice, mamy ogromne parcie na pozbycie się raz na zawsze pieluchy i tony śmieci (lub prania) ze swojego życia. Owszem, kupowanie pieluch, bądź ich ciągłe pranie, generuje masę kosztów i sporo pracy. Wizja szybkiego pozbywania się zawartości nocnika, bez kosztów i zbędnych nakładów roboczych jest kusząca. Ale czy możemy wymagać od tak małego dziecka, by od razu pojęło tę niewątpliwie złożoną sztukę, jaką jest rozpoznawanie potrzeb organizmu i pełne ich kontrolowanie? Na wszystko potrzeba czasu!
Dzieci naturalnie odpieluchowują się same zwykle około trzeciego roku życia. Czasem dzieje się to wcześniej, czasem później, ale się dzieje! Najważniejsze, to podążać za dzieckiem, za jego umiejętnościami, potrzebami. Narzucanie nauki korzystania z nocnika, wywieranie presji, krzyki, a już z pewnością kary za zesiusianie się na podłogę – ZAWSZE przynoszą odwrotny skutek do zamierzonego! Dziecko nie rozumie że załatwiło się tak jak nie trzeba i tam gdzie nie trzeba. Ale dlaczego nie trzeba, czy nie można? Dlaczego tutaj, o tu, tu gdzie akurat stoi czy siedzi, to nie jest dobre i odpowiednie miejsce na załatwienie swoich fizjologicznych potrzeb? Przecież wcześniej, gdy dziecko nosiło pieluchę, robiło to kiedy i gdzie chciało. To nie dziecku brakuje rozsądku, to rodzice wraz ze zdjęciem dziecku pieluchy, często dostają małpiego rozumu… Dziecko do wszystkiego musi dojść samo, wszystkiego musi się nauczyć, pojąć schematy, mechanizmy, rytuały i reguły. Możesz mu w tym albo pomóc, albo mu to utrudnić. Dlatego wyluzuj, zrozum i zaakceptuj wpadki, a wszystkim będzie łatwiej.

Od czego zacząć?

Przyjmij od razu, że nocnik to naprawdę fajna zabawka! Dzieci uczą się przez zabawę, lubią tak poznawać świat. Pozwól więc dziecku na poznanie nowego mebla w domu. Zapewne posłuży mu za super kapelusz zanim na nim usiądzie, ale będzie przy tym sporo fajnej zabawy! Pomóż oswoić się z siadaniem na nocniku, początkowo w ubraniu.

Jeśli polubiliście się już z obecnością nocnika w salonie, w kuchni, w przedpokoju, sypialni i  łazience, możecie powoli zachęcać do drugiego etapu: tłumaczenia. Na rynku jest sporo książeczek o załatwianiu swoich fizjologicznych potrzeb, jest nawet książeczka o kupie. Niektórym nie potrzeba takiej literatury, inni oczekują jakiegoś wspomożenia 😉

Mnie mówiono, że najlepiej odpieluchowanie zacząć latem, gdy może biegać po podwórku bez pieluszki. Podobno siusianie w majty, po nogach, miało skłonić dziecko do kucania, a to z kolei w jakiś sposób przekonać je do siadania na nocnik gdy chce się siku czy kupkę (?). No nie do końca nam się to sprawdziło, chociaż może coś w tym jest.
Zdjęcie pieluszki na początek to dobry plan. Ubieramy dziecku majteczki i czekamy na… kolejne zmienianie ciuchów 😉 Być może masz to szczęście i po jednej, dwóch wpadkach twoje dziecko pojmie system przyczynowo-skutkowy i następna porcja siusiów wyląduje już w nocniku. Jeśli natomiast trafił ci się oporny egzemplarz (jak nasz), jeszcze sporo wycierania kałuż i prań przed tobą. Ale cierpliwości!
Jeśli przez jakiś czas zachęcanie i tłumaczenie nie przynoszą oczekiwanego skutku – odpuść. Widocznie na pożegnanie z pieluszką jest jeszcze za wcześnie. A gdy już pierwszy raz dumnie będziecie wynosić zawartość nocnika do łazienki – nie osiądź na laurach! Wpadki mogą się zdarzyć jeszcze nie raz, nie wpędzaj dziecka w poczucie wstydu z tego powodu. Raczej przyjmijcie oboje że to normalne się zapomnieć, a ty mocno trzymaj się myśli, że niebawem nie będziesz już musiała po raz setny prać dywanu. Generalnie gdy w domu jest akcja odpieluchowanie, najlepiej zwiń dywan i wsadź go za szafę – oszczędzi ci to i pracy i nerwów.

Odpieluchowanie dziecka to proces, na który potrzeba czasu oraz masy zrozumienia i cierpliwości ze strony rodzica. Robienie dramatu z kałuży w salonie, czy pisanie pieśni pochwalnych za oddanie siusiów do ubikacji – i jedno i drugie jest mocno przesadzone. Naturalne, spokojne podejście, a czasem nawet brak jakiejkolwiek reakcji, potrafi zdziałać cuda. Pamiętaj – tego jak każdej innej czynności trzeba się nauczyć. Czy krzyczysz na dziecko, które ucząc się chodzić, upadnie? Nie! Dodajesz mu otuchy, albo zwyczajnie podnosisz i bez słowa pozwalasz iść dalej. Tak samo należy traktować wpadki przy pozbywaniu się pampersa. Odpieluchowanie trwa – czasem krócej, czasem dłużej, a po drodze czeka dziecko przynajmniej kilka wpadek. Zdarzyło się, trudno, przebieramy się i próbujemy jeszcze raz. Dla nas to takie oczywiste, a dla dziecka to kamień milowy! Zdobywanie tych umiejętności to spora praca dla takiego małego człowieka. Lepiej byśmy to rozumieli, gdybyśmy sami pamiętali ile nas to kosztowało…

 

Karmicielka
Mam na imię Weronika, kreatywna mama. Jestem tu jako wyrozumiała kobieta karmiąca, przyjaciółka w laktacji i dobra dusza podczas porodowych zmagań. Cieszę się, że i Ty tutaj jesteś. Rozgość się i zostań ze mną na dłużej.
http://www.karmicielka.pl

Podobne posty