Ileż historii związanych z nowym, drugim i kolejnym dzieckiem w domu, przewinęło się przez moją głowę. Słyszałam o chorobliwej zazdrości, a to o mamę, o tatę, a nawet o dziadków. Były też takie, które opowiadały o pięknej, nie zmąconej humorami miłości do młodszego rodzeństwa. Wiecie, takie wydawać by się mogło przelukrowane, przekoloryzowane, o idealnym początku bycia starszym bratem czy siostrą. Słyszałam też o idealnej siostrzanej miłości w wersji nietypowej – kiedy to starsza siostra dzieliła się z młodszą tygodniową dziewczynką mielonym z obiadu, ewentualnie wrzucała jej do gondoli drewniane klocki – rzecz jasna z troski i miłości. Podczas ciąży zastanawiałam się jak to będzie, gdy wreszcie Michaś pojawi się na świecie, jak Zo zareaguje na pojawienie się rodzeńswta czy się polubią, pokochają od pierwszego wejrzenia? Czy będą sceny zazdrości, manifestowanie swoich potrzeb? I długo myślałam jak ją do tego przygotować. A kiedy uświadomiłam sobie, jak wiele zależy ode mnie, zaczęłam działać!

BOCIAN, KAPUSTA I PESTKI Z ARBUZA

Rady, rady, złote rady. Między tymi złowieszczymi historiami (o biciu noworodka przez starszą siostrę, o odepchnięciu rodziców na rzecz babci, czy histerycznym rzucaniu się na podłogę przez starszaka podczas karmienia malucha) pojawiały się też oczywiste „głosy rozsądku”. Bo któż z nas nie słyszał jak tłumaczy się dzieciom, że noworodki można znaleźć w kapuście (ale tej kiszonej, czy wśród główek kapuścianych na polu…? ), ewentualnie o bocianach przynoszących malutkie różowe bobaski zawinięte w białą pieluszkę. Kiedyś w sklepie, gdy już byłam w mocno zaawansowanej ciąży, starsza kobieta powiedziała do Zo: „mama połknęła pestki i teraz rośnie jej w brzuchu arbuz”. Zosia potem zapytała mnie czy mam tam arbuza, a nie Michałka…? Po co dorośli, i chciało by się wierzyć, świadomi ludzie okłamują małe dzieci? Po co wymyślają te wszystkie niestworzone historie…?

MAMO, CO MAS W BZUSKU?

Podczas mojej drugiej ciązy wiele razy odpowiadałam na pytania Zośki – dlacego mas taki bzuch? Jak tam Michałek wsedł? Ja tez chce do bzuska. Ja tez byłam w bzusku? A teraz jestem tutaj? Jak wysłam mamo? Wyciągnęła kiedyś ręce w moją stronę mówiąc: „Mamo, ja chcę Michałka tutaj, na lącki, daj mi Michałka…”
Wiele pracy włożyliśmy w to, by wytłumaczyć jej dlaczego rośnie mi brzuch, dlaczego się rusza, kto jest tam w środku, co to znaczy mieć brata, czy jak wygląda dzidziuś w brzuszku mamy. Pamiętam jak biegała po domu ze zdjęciem Miśka z USG. Opowiadaliśmy jej o tym co dzidziuś robi w brzuchu, jak skacze i robi fikołki, czuła jak kopie mamę po brzuchu, a nawet tłumaczyła mu, że przecież nie wolno kopać mamy. Mówiłam dlaczego tak długo musi zostać w brzuszku, czytałam jej co tydzień informacje z ciążowej aplikacji, co będzie się działo z dzidziusiem w danym tygodniu. Aż wreszcie doszłyśmy do tego, że Michał będzie z nami dopiero wtedy, gdy mama go urodzi. I tu zaczęły się schody…

PORÓD OCZAMI DZIECKA

Mama URODZI braciszka. To słowo było tak obce, tak niezrozumiałe, abstrakcyjne i nie do ogarnięcia umysłem niespełna trzylatki. Nic dziwnego – nigdy nie miała styczności z narodzinami. Nie wiedziałam jak do niej trafić. Przerobiłyśmy sporo literatury, ale większość książeczek albo milczała o samej kwestii porodu, albo obrazowała wychodzącą z domu mamę z wielkim brzuchem, a wracającą – co prawda bez brzucha, ale z nowym, obcym członkiem rodziny na rękach. No dobra. Mama gdzieś wyjeżdża, nie ma jej kilka dni, wraca, ale nie sama… i co się stało z jej brzuchem? Co to za dziecko? Skąd je wzięła mama? Gdzie jest Michałek?!
Zaczęłam więc poszukiwania innego sposobu i szybko go znalazłam!

Jestem doulą. Filmiki porodowe wyciskające łzy z oczu nie mają przede mną tajemnic. Obejrzałam chyba wszystkie Youtubowe propozycje. Dlaczego na to wcześniej nie wpadłam?!
Wzięłam Zo na kolana, odpaliłam jeden filmik. Poród domowy, w basenie porodowym, z asystą położnych, douli, męża i… starszego rodzeństwa w postaci czterolatki. Obie oglądałyśmy zahipnotyzowane! Zosia widziała ból na twarzy rodzącej mamy w trakcie nasilających się skurczy, ale widziała też spokój, szczęście i uśmiechy jakie malowały się na twarzach wszystkich. Dziewczynka na filmie polewała rodzącej mamie plecy wodą z basenu, podawała wodę do picia, głaskała po głowie, podczas gdy tata trzymał rodzącą za rękę.
To wszystko trwa, są różne ujęcia, ale udziela nam się spokój i delikatna atmosfera tamtego porodu. I nagle rodzi się dziecko! Mama sama wyjmuje je z wody, kładzie sobie na piersi i mocno je przytula, a z oczu płyną łzy szczęścia. Jednocześnie małe rączki starszej siostry oplatają szyję mamy.
Wtedy Zośka mocno mnie przytuliła i krzyknęła: „Mamo! Urodził się dzidziuś, widziałaś?! Widziałaś mamo? A teraz je cycusia!”
ZROZUMIAŁA!
Sama pojęła jak to się dzieje, że maluszek pojawia się na świecie. Widziała piękny poród, nie bez trudu i bólu, ale w spokoju i szczęściu. Potem jeszcze kilka razy pytała czy będzie mnie bolało, upewniała się że ja – mama – urodzę Michałka. Przerobiłyśmy też moją chwilową nieobecność spowodowaną szpitalnym porodem, ale przyjęła to.

JAJKO MĄDRZEJSZE OD KURY

Najważniejsze dla mnie było, by Zosia sama w swojej głowie poukładała sobie pojawienie się brata w naszej rodzinie. Bardzo zależało mi też na tym, by umiała odrzucić nieprawdziwe historie, jakie były jej dostarczane przez różnych dorosłych ludzi. Kiedyś pewna kobieta powiedziała do mojej córki: „Mama pojedzie kupić i przywiezie ci braciszka”, na co Zosia odkrzynęła: „Nie! Mama urodzi Michałka!”. A ja z ogromną dumą i satysfakcją, w milczeniu przyglądałam się zmieszanemu wyrazowi twarzy tej kobiety. Bo moje dziecko okazało się być mądrzejsze od tamtej pani…

Poród to nie temat tabu. Głęboko wierzę, że to jak przedstawiamy poród swoim dzieciom, szczególnie dziewczynkom, rzutuje potem w przyszłości na ich wizję własnych porodów. Jeśli przyjdzie mi kiedyś urodzić kolejne dziecko we własnym domu, będę chciała by Zośka mi towarzyszyła, jeśli tylko będzie na to gotowa. Bo poród to siła, poród własnych dzieci to ogromna moc, a towarzyszenie w pięknym porodzie to świadectwo i wspaniałe doświadczenie na całe życie!
Jestem przekonana, że ta świadomość jaką miała Zosia pozwoliła jej łatwiej oswoić się z myślą, że za chwilę przyjadę ze szpitala z jej małym braciszkiem. Nigdy nie pytała skąd go przywiozłam, ani dlaczego nie ma go już w brzuszku. I jest nim zachwycona, od początku. A teraz… Czasem oglądamy piękne porodowe filmy i dla nas obu to wspaniałe doświadczenie.

A Wy jak rozmawialiście ze swoimi dziećmi o porodzie? Jestem ogromnie ciekawa Waszych historii!

Karmicielka
Mam na imię Weronika, kreatywna mama. Jestem tu jako wyrozumiała kobieta karmiąca, przyjaciółka w laktacji i dobra dusza podczas porodowych zmagań. Cieszę się, że i Ty tutaj jesteś. Rozgość się i zostań ze mną na dłużej.
http://www.karmicielka.pl

Podobne posty