Ilu z was, drodzy rodzice, udało się przy pierwszym dziecku uniknąć wpadek, porażek, grzeszków laktacyjnych? Nam, mając naprawdę znikomą wiedzę o karmieniu piersią, trochę się ich za uszami nazbierało. Nie jestem dumna z tego, że podczas ciąży nie przygotowałam się technicznie i merytorycznie do laktacji. Teraz jak o tym myślę z perspektywy czasu, z jednej strony chce mi się śmiać z naszej głupoty, z drugiej – przechodzą mnie po plecach dreszcze… Dlaczego?

„Daj jej smoczka, bo inaczej zrobi go sobie z piersi”
Któż z nas nie miał w ręku tego cudownego lateksowego wynalazku jakim jest smoczek. Rodzice z uporem maniaka zapychają swoje dzieci tym sztucznym uspokajaczem. W ilu przypadkach to niezbędne, a w ilu to nadużycie? Obstawiam, że większość jednak robi to niepotrzebnie. W tej większości byliśmy MY.
Pierwszy smoczek dostałam wraz z giftami w postaci saszetek ze sztuczną mieszanką w szkole rodzenia. Podczas kompletowania wyprawki dokupiłam kolejne dwa, markowe, chyba najdroższe z półki, bo smoczek wydawał mi się być jednym z tych niezbędnych przydasiów przy każdym noworodku. I zabrałam ten smoczek ze sobą do szpitalnej torby. Kiedy Zośka pierwszy raz go dostała? Nie uwierzycie, ale… nim minęła pierwsza doba jej życia. Pamiętam jak oboje byliśmy przekonani, że musi ssać smoka, bo inaczej będzie cały czas wisiała na piersi. A wizja ta była dla nas taka okropna… I przed oczami mam ten obraz, gdy Ojciec R. tego ogromnego smoczka w stosunku do maleńkiej twarzyczki Zoni, wpycha jej do buzi, a ona niemal z odruchem wymiotnym go wypluwa. Serio, ten smok był większy od niej. A my na siłę, trzymamy jej smoczka, czekamy aż załapie. Załapała. Niemal klaskaliśmy z radości… Cud że nie rozwaliło mi to laktacji, że Zocha nie porzuciła piersi na rzecz sylikonowego smoczka.
Nie powiem, pokarało nas. Po pierwsze, gdy podrosła, mimo posiadania przynajmniej sześciu smoczków, zawsze, ale to zawsze go brakowało. Rozrzucała je nawet w nocy po całym domu, skutkiem czego mieliśmy nocne poszukiwania smoczków. Nie było spania bez smoczka. Po drugie ledwo udało nam się odstawić te smoczki grubo po drugich urodzinach. I gdyby nie pomysłowość Ojca R. jeszcze długo byśmy się bujali ze smoczkową Zo.

„koperek, na ból brzuszka tylko koperek. Ewentualnie rumianek”
Zośka darła się niesamowicie. I gdy kolejną godzinę na zmianę nosiliśmy ją na rękach, Ojciec R. zaczerpnął wiedzy swojej mamy, a mojej teściowej. Co na kolki i ból brzuszka? No jasne, koperek i rumianek! I raz nawet zaparzyliśmy ten śmierdzący koper, i próbowaliśmy jej dać butelką. Na całe szczęście pluła tym dalej niż widziała. Aczkolwiek właśnie wtedy przestała być dzieckiem wyłącznie karmionym piersią… I boli mnie to do tej pory. To był jednorazowy wyskok, więcej nawet nie próbowałam na ból brzuszka podać jej czegokolwiek innego niż pierś.
Oczywiście oboje nie mieliśmy pojęcia o niedojrzałości układu pokarmowego noworodka. Nawet nie wiedzieliśmy co możemy zrobić, żeby załagodzić dolegliwości Zo. Byliśmy jak dzieci we mgle…

„rozszerzanie diety po czwartym miesiącu”
Zrobiłam to. Zośka skończyła pierwsze cztery miesiące swojego życia. Ugotowałam marchewkę, zblendowałam i chciałam łyżeczką wepchnąć choć odrobinkę do buźki Zo. Pamiętam, ja cała w skowronkach próbowałam ją nakarmić, a Ojciec R. robił zdjęcia, gdy miała usteczka w pomarańczowej marchewce. Jakież mądre okazało się to moje dziecko – jak tylko poczuła w buzi coś innego niż mleko mamy, najpierw wypchnęła to językiem, a potem – z racji, że do tej pory ma bardzo łatwy odruch wymiotny – wszystko (wprost mówiąc) wyrzygała, łącznie z mlekiem z ostatniego karmienia. Więcej nie tknęłam się łyżeczki do siódmego miesiąca jej życia. Zdjęcia natychmiast zostały usunięte.
Tu też odpokutowaliśmy, a w zasadzie ja. Zonia do drugich urodzin nie jadła praktycznie nic poza piersią. Nie jadła i nie piła. Pierś zaspokajała jej wszystkie potrzeby. Nie wiem jak by to wyglądało, gdybym nie mogła z nią być przez te dwa lata…

„nie najada się, dokarmcie ją”
Uwierzyliśmy w to, serio. Kiedy Zo wstawała kolejną noc z rzędu co pół godziny na pierś, uwierzyłam że moje mleko nie jest posiłkiem wartościowym. Miała wtedy niecałe pół roku. Ojciec R. z litości nad moim stanem fizycznym i psychicznym, chcąc pomóc, zrobił w nocy tą flachę sztucznego mleka. Zośka wypiła całą. Nie, nie poszła spać, dalej żądała piersi. Resztę nocy wstawała standardowo, co pół godziny. Byłam wściekła na siebie, na Ojca R. na tych wszystkich którzy tak nam świetnie radzili. Tyle że szkoda było wyrzucać całej puszki mieszanki, a ja wyjeżdżając na studia nie katowałam piersi laktatorem tak długo jak zawsze – gdyby brakło mojego mleka podczas mojej nieobecności, zawsze można było podać mieszankę… Żałosne, prawda…?

„nie karm dziecka jak jesteś chora”
To już nawet nie chodziło o to, że wraz z mlekiem złapie wirusa. Styczeń/luty. Złapała mnie tak okropna grypa żołądkowa, że do dzisiejszego dnia ją pamiętam. Leżałam na podłodze przytulona do miski, w razie Wu. I ostatkami sił rzekłam do Ojca R. że nie mam sił jej karmić, żeby podał jej butlę, bo nie chcę jej zarazić… Teraz nie wiem czy miałam bardziej odwodnione całe ciało czy mózg.

Każdy popełnia błędy, ale im większa jest nasza niewiedza, tym większa szansa na ich popełnianie. Właśnie dlatego szerzenie wiedzy o karmieniu piersią jest ważne – by nieopierzeni rodzice, tacy jakimi byliśmy my – nie musieli potem wyrzucać sobie takich porażek. Bo dla mnie to totalna porażka. Wstyd mi to pisać, wstyd mi się przed wami do tego przyznawać. Ale to ważne, bo jak widzicie – nie ma ludzi nieomylnych. Teraz z Michałem jest zupełnie inaczej. Mam doświadczenie, wiedzę i zupełnie inną świadomość. Jeśli poddaję coś w wątpliwość to szukam potwierdzenia u osób mądrzejszych ode mnie. Ale nie w opowieściach mamy czy teściowej, a u specjalistów. Szkoda tylko, że moja córka musiała sporo stracić, bym ja mogła się czegoś nauczyć…

Karmicielka
Mam na imię Weronika, kreatywna mama. Jestem tu jako wyrozumiała kobieta karmiąca, przyjaciółka w laktacji i dobra dusza podczas porodowych zmagań. Cieszę się, że i Ty tutaj jesteś. Rozgość się i zostań ze mną na dłużej.
http://www.karmicielka.pl

Podobne posty