Mam na imię Weronika i od dwóch miesięcy nie karmię piersią. Zabrzmiało jak na grupie wsparcia? To dobrze, bo bardzo go potrzebuję.
Kiedy pisałam tekst o tym, że karmienie piersią ma granice miałam na myśli tę jedną jedyną, granicę pierwszych sześciu miesięcy – minimalnego okresu wyłącznego karmienia piersią. Gdzieś w głowie rysowała mi się chwila, gdy nastąpi samo odstawienie od piersi mojej córki. Ale nie myślałam o tym, to było tak odległe…

Plan był prosty – jeśli sama nie zrezygnuje z piersi wcześniej, to będziemy się karmić przez całą kolejną ciążę, potem w moim wymarzonym tandemie. Wydawało mi się to takie oczywiste, takie naturalne. Wizualizowałam sobie nasze wspólne karmienia, z noworodkiem i trzylatką przy piersi. Cieszyłam się na myśl, że łatwiej będzie przystosować się Zo do nowej sytuacji i do obecności najmniejszego członka rodziny, gdy tak jak maluszek, będzie dostawała nie tylko mleko mamy, ale i bliskość i więź. Oczami wyobraźni widziałam tę niesamowitą relację między rodzeństwem, wynikającą właśnie ze wspólnego karmienia piersią. Przecież czytałam tyle wspaniałych historii, często też wypełnionych zmęczeniem, bólem i wypaleniem. Myślałam, kto jak nie ja? Przecież to przetrwam. Życie szybko mi pokazało gdzie jest miejsce dla moich planów i marzeń. Szybko, bardzo szybko musiałam dostosować się do nowej sytuacji…

Jest niedziela, 27 listopada. Jak co rano po przebudzeniu Zo wskakuje do naszego łóżka i wtula się do piesi jedząc pierwsze śniadanie. Nie czuję się najlepiej… W ciąży szybko ilość mleka uległa drastycznemu ograniczeniu, a piersi stały się nad wyraz wrażliwe, wręcz bolące. Dobra, powiem szczerze, czasem miałam tego dość. Zwłaszcza, gdy Zo niecierpliwie ssała niemal pustą pierś w oczekiwaniu aż poleci mleko. I bolało mnie to tak, jakbym karmiła noworodka, który nie umie złapać piersi. Zaciskałam i pięści i zęby, wiedziałam że to minie.
Nadal czułam się źle. Pojawiające się plamienia sparaliżowały mnie całkowicie. Wiedziałam, że przy zdrowej ciąży przebiegającej całkowicie fizjologicznie, nie ma żadnych medycznych podstaw, by odstawić dziecko od piersi. I do tej pory moja ciąża taka była, fizjologiczna. Ale gdy pojawiła się najmniejsza ilość krwi, w głowie miałam tylko jedno…
Szybka konsultacja z położną, łóżko i odpoczynek. Tego dnia pominęłyśmy nasze popołudniowe karmienie przed drzemką. Zo płakała, prosiła o pierś. Spokojnie wytłumaczyłam jej dlaczego nie mogę jej nakarmić, zwyczajnie się bałam. Czułam wyraźne spinanie się macicy, jakby bezbolesne, ale mocno dyskomfortowe skurcze. Wieczorem pojechałam do szpitala. Po szybkim badaniu i jeszcze szybszym USg lekarz powiedział mi dokładnie to co sama czułam: „można karmić całą ciążę jeśli nic się nie dzieje i nic nie budzi mojego niepokoju”. Jednocześnie podkreślił, że każde nawet najmniejsze plamienie z dróg rodnych w trakcie ciąży zwiększa czterokrotnie ryzyko poronienia. Zamarłam.

W samochodzie, gdy wracaliśmy do domu, oboje z Ojcem R. obraliśmy wspólny front – razem powoli zaczynamy odstawiać Zo od piersi. On przejmuje wieczorne usypianie, razem tłumaczymy, przytulamy, a ja ograniczam karmienia. Ale jak je ograniczyć, jak było ich zaledwie trzy na dobę..?
Gdy przekroczyłam próg drzwi stęskniona i śpiąca Zo przybiegła do mnie. Położyłyśmy się, dałam jej pierś. Tłumaczyłam, że będziemy powoli rezygnować z cycusia, że zawsze będzie mogła się przytulić i być blisko. Głaskałam ją, patrzyłam jej w oczy. Na wszystko mi przytakiwała, nie wiedząc tak naprawdę co to wszystko ma znaczyć – przecież pierś miała od zawsze. Miałam wrażenie, że dla niej ona i pierś to nierozłączna jedność. I kiedy tak się karmiłyśmy, kiedy po raz kolejny zaciskałam z bólu zęby i ze wzruszeniem patrzyłam jej w oczy, nie wiedziałam, ani ja ani ona, że to jest właśnie nasze ostatnie karmienie. Od dwóch miesięcy nie karmię piersią. Tego wieczoru, tej niedzieli, zakończyła się nasza piękna, wspólna droga mleczna. Dlaczego…?

O tym w następnej części.

Karmicielka
Mam na imię Weronika, kreatywna mama. Jestem tu jako wyrozumiała kobieta karmiąca, przyjaciółka w laktacji i dobra dusza podczas porodowych zmagań. Cieszę się, że i Ty tutaj jesteś. Rozgość się i zostań ze mną na dłużej.
http://www.karmicielka.pl

Podobne posty

  • Justyna Olejniczak

    Ja w drugiej ciąży karmilam dwulatka,bo bardzo chciałam zobaczyć jak to jest karmić tandem i mi się udało,ale karmienia w ciąży były dla mnie bolesne i wiele razy chciałam je skończyć.Udało się jednak przetrwać ten czas.Karmienie dwójki dzieci jest świetną sprawą,choć ma też swoje minusy.A te zdziwione miny ludzi,na wieść,że karmię dwójkę-bezcenne 😛

  • Pingback: Moja trauma ze szpitalnej ginekologii - Karmicielka()