Ostatnie dni grudnia to u wielu czas podsumowań, robienia bilansu zysków i strat, chwila, w której zatrzymując się na chwilę spowiadasz się przed samym sobą z realizacji celów, planów i marzeń. I ja też przeprowadziłam sobie taką swoją analizę. Chcesz wiedzieć jak wyglądał mój rok? To był mój czas, zdecydowanie! 🙂

Plany, cele i marzenia, kto ich nie ma? W ubiegłą sylwestrową noc miałam w głowie plan na trzy rzeczy: skończyć studia, nauczyć się hiszpańskiego i opanować technikę robienia na drutach. I absolutnie żadna z nich nie znalazła realizacji w moim życiu 😉 Wszystko potoczyło się zupełnie inaczej…

Wszyscy którzy znają mnie osobiście jak i tu, wirtualnie, wiedzą, jak ważna dla mnie jest każda kobieta ciężarna i rodząca. I jak olbrzymią wagę przywiązuję do wsparcia i pomocy mamom karmiącym piersią. Odkąd zostałam Promotorem Karmienia Piersią, moje życie nabrało innego sensu, obrałam cel. Uświadamianie, zachęcanie i pomaganie. I tak jak noworodkowi bliskie i naturalne jest mleko matki, tak mnie bliskie stały się mamy noszące pod sercem swoje nienarodzone dzieci. Wsparcie ich w trudnych ciążowych momentach jak i podanie pomocnej dłoni w bólach porodowych. Wtedy, ubiegłej jesieni, pomyślałam – moje serce stało się sercem douli, chcę by moja głowa i ręce też poznały doulową pracę. Szepnęłam wtedy Ojcu R. „chciałabym zostać doulą”. Napisałam tu i tam, już za moment zaczynał się nabór na kurs. Pełna entuzjazmu wysłałam zgłoszenie, a przy wypełnianiu formularza zgłoszeniowego użyłam całej swojej mocy literackiej. I tak moje zgłoszenie pozostawało bez odpowiedzi. Bliskie memu sercu doule mówiły wprost „próbowałyśmy kilka razy, dopiero za trzecim zgłoszeniem udało się dostać na kurs”, inna powiedziała, że nie dostała nawet odpowiedzi na pisane wiadomości. I kiedy straciłam już wiarę, sprawdziłam maila i zamarłam! Łzą szczęścia i piskom nie było końca 😉
Udało się! Po trzech bardzo intensywnych dniach zostałam oficjalnie Doulą – i w głowie i w sercu.

Od kiedy zostałam mamą w głowie kołatała mi się myśl – własna firma, tworzenie dla dzieci. Początkowo chciałam szyć, potem doszło jeszcze szydełko, które w tym roku wreszcie opanowałam. I tak życie samo postawiło mnie pod ścianą – mogłam albo być bezrobotną na kuroniu, albo zakasać rękawy i powalczyć o swoje. Nie widziałam siebie, młodej kobiety, matki, podpisującej się co dwa miesiące w urzędzie pracy. Pomysł na biznes miałam, umiejętności i zapału też mi nie brakowało. Biznesplan, kilka nieprzespanych nocy, ciągłe siedzenie w internecie, przeszukiwanie sklepów, asortymentów, porównywanie cen. Dałam radę! Złożyłam papiery, pozostało mi czekać. Firmę założyłam, dotację uzyskałam, pracuję na swoim i na siebie. Dopięłam swojego, zrealizowałam swój cel. I choć praca w domu przy dziecku często jest niemalże niemożliwa, jestem naprawdę zadowolona. Robię to co lubię 😉

Jednak to wszystko jest niczym w porównaniu z moim ostatnim, największym marzeniem…
Od dawna niczego tak nie pragnęłam jak ciąży i kolejnego dziecka. Obcowanie z kobietami w ciąży, z mamami które u boku mają noworodki, dodatkowo potęguje nasilający się instynkt macierzyński. Ale ciągle coś, praca, mieszkanie, pieniądze, studia. Nigdy nie ma dobrego momentu na kolejne dziecko – wiele osób tak mówi. A dla mnie najlepszy moment to taki, w którym ciała i serca obojga rodziców są gotowe na przywitanie na świecie kolejnego potomka.

I kiedy z pełnym nadziei sercem podejmowaliśmy decyzję… już byłam w ciąży! Ogromna niespodzianka, niesamowite spełnienie marzeń! Szczęście i niedowierzanie! Niesamowite ile radości w życie wnosi kolejne dziecko. I choć jest z nami na razie po drugiej stronie brzucha, z wielkim szacunkiem i cierpliwością czekamy na jego pojawienie się na świecie 😉

To był mój rok! Realizowanie moich pasji, dokształcanie się, zdobywanie nowych doświadczeń. Wypływanie na głębokie wody, podejmowanie często trudnych decyzji. W tym wszystkim bycie blisko i budowanie wzajemnych relacji w naszej rodzinie. Nie sądziłam, że tak to wszystko się potoczy. I jest całe mnóstwo rzeczy, o których nawet tutaj nie wspomniałam. Jestem totalnie spełniona, kochana i szczęśliwa! Z ogromnym zaufaniem do własnych sił i możliwości podejmowałam wszystkie decyzje i krok po kroku dążyłam do spełniania marzeń. Dzięki temu poznałam wielu wspaniałych ludzi, nabyłam wiele umiejętności, ale i poznałam samą siebie.
Czy mam plany na następne miesiące…? Przede wszystkim łapanie i wykorzystywanie okazji do rozwoju, jakie życie przyniesie. Oczywiście dalej sobie marzę, ale teraz wiem, że marzenia się nie spełniają – marzenia się spełnia. Mając przy boku niezawodnego Ojca R. i wspaniałą córkę, a pod sercem nosząc kolejne dziecko – wiem, że mamy wspólnie o czym marzyć, do czego dążyć i co realizować.
Na ten nadchodzący rok życzę Wam, by realizacja planów, celów i marzeń zaskoczyła Was tak pozytywnie, jak mnie tego roku, by każdy dzień wnosił w życie szczęście i byście byli otoczeni miłością, bo z jej pomocą naprawdę można wszystko… 😉

Karmicielka
Mam na imię Weronika, kreatywna mama. Jestem tu jako wyrozumiała kobieta karmiąca, przyjaciółka w laktacji i dobra dusza podczas porodowych zmagań. Cieszę się, że i Ty tutaj jesteś. Rozgość się i zostań ze mną na dłużej.
http://www.karmicielka.pl

Podobne posty