Znalazłam go. Wreszcie. Po tylu latach poszukiwania, myślenia, zastanawiania się nad celem mojego życia. Odnalazłam, odkryłam, poczułam swoje powołanie. W ogromnym stopniu przyczyniło się do tego macierzyństwo. Moje dziecko wydobyło ze mnie tylko nowych pasji i zainteresowań, gdzieś głęboko skrywanych w sercu. Popchnęło mnie w środowisko, o którym dotąd nawet nie słyszałam. Zapoczątkowało we mnie wiarę w ‚nadnaturalną’ choć tak oczywistą, moc każdej kobiety. Otworzyło mi oczy na siłę natury, na naturalne rodzenie i karmienie. Pokochałam karmienie piersią, zafascynowałam się porodami. Zaufałam naturze, która wie jak pokierować kobietą, by ta wydała na świat dziecko. Znalazłam swoje powołanie. Zanim będę położną, zostanę Doulą.

Przeszłam niesamowitą przemianę – od ciężarnej sparaliżowanej strachem na samą myśl o porodzie naturalnym, przez mamę uzależnioną od macierzyństwa i karmienia piersią, do kobiety, która chce być pomocną duszą podczas porodowych „zmagań” innych kobiet.
Nadrzędnym celem stało się dla mnie szerzenie wiedzy o naturalnych zachowaniach kobiet czy to rodzących czy karmiących. Założyłam sobie, że będę pomagać kobietom w zrozumieniu i odkryciu własnej wewnętrznej siły. Chcę uświadamiać jak bardzo kobieta może pomóc przyjść na świat Maleństwu słuchając języka własnego ciała. Przede wszystkim chcę, by kobiety zaufały sobie, swojej matczynej intuicji. By same pokierowały porodem, by jego przebieg był harmoniczny, niezakłócony. By bez niepotrzebnego napięcia nauczyły się karmić piersią. By pokochały swoją kobiecość.

Dlaczego akurat Doula?
Od dawna wiedziałam kim jest Doula. Jednak dopiero kiedy miałam możliwość porozmawiania z kilkoma takimi kobietami, kiedy opowiedziały mi o swoich przeżyciach, doznaniach, uczuciach towarzyszących im podczas każdego porodu… Odkryłam w nich cząstkę siebie.
Każdego dnia szukałam, czytałam, rozmawiałam, obracałam się w tym środowisku – położnych, doul, kobiet, które nastawione są na miłość, szacunek, bliskość, bezpieczeństwo, harmonię – wszystko to zawiera się w dwóch słowach – poród domowy.  Ten temat pochłonął mnie doszczętnie. Książki, wypowiedzi, opowiadania własnych doświadczeń. Wciąż zagłębiam się czytając te wspaniałe teksty.
W pewnym momencie dojrzałam do tego. Wypowiedziałam do głośno – zostanę położną, będę przyjmować porody domowe. I dla mojego otoczenia stało się to kompletnie irracjonalnym i niezrozumiałym pomysłem. Jak to? Ja, niebawem inżynier geodeta, zamiast biegać po polach i robić pomiary, będę wspierać rodzące kobiety i witać na świecie ich dzieciątka?! Przecież stracę tyle lat studiów, od nowa zaczynając kolejny kierunek. Wciąż słyszałam teksty o pieniądzach wyrzuconych w błoto, o tym jakie to skrajnie nieodpowiedzialne z mojej strony, że popieram rodzenie w domu. Przecież to jakieś zacofanie. Nie po to wymyślono szpitale i opiekę medyczną, by teraz rodzić w domu, jak prehistoryczni ludzie w jaskiniach…
A ja nie walczę z tymi opiniami. Z uśmiechem na twarzy i radością w sercu oczekuję na możliwość aktywnego uczestniczenia w narodzinach jakiegoś Maluszka. I to ta radość i ten spokój daje mi pewność, że to co chcę robić jest naprawdę dobre.

Minie wiele lat zanim dostanę tę możliwość przyjęcia pierwszego porodu domowego. By nie tracić cennego czasu, wykorzystam mój zapał i zamiłowanie z drugiej strony – będę przyjazną duszą każdej ciężarnej, rodzącej i karmiącej kobiety. Uspokoję podczas ciążowych ambiwalentnych nastrojów przedporodowych, dodam otuchy i wiary w swoje możliwości przy każdym skurczu, pomogę przystawić dziecko do piersi i opanować sztukę naturalnego karmienia, uświadomię, że jesteś najlepszą mamą, piękną, wspaniałą i spełnioną kobietą. Głęboko w sercu mam nadzieję, że uda mi się zostać doulą.
Pragnę nieść pomoc każdej kobiecie, która rodzić będzie w dogodnym, wybranym przez siebie miejscu. Niezależnie od tego czy będzie to szpital, dom narodzin, czy podłoga własnej sypialni. Bez oceniania, bez nakłaniania. Z poszanowaniem dla jej decyzji i kobiecości. Z miłością do drugiego człowieka…

Karmicielka
Mam na imię Weronika, kreatywna mama. Jestem tu jako wyrozumiała kobieta karmiąca, przyjaciółka w laktacji i dobra dusza podczas porodowych zmagań. Cieszę się, że i Ty tutaj jesteś. Rozgość się i zostań ze mną na dłużej.
http://www.karmicielka.pl

Podobne posty

  • piękny wpis, lubię ludzi z pasją

  • Mam podobne odczucia. Długo zastanawiałam się co chcę robić w życiu i po dwóch ciążach stwierdziłam, że to jest to. Ciąża, poród i opieka nad noworodkiem, w tym czuję się najlepiej. Pewnie dlatego będę rodzić po raz trzeci :). Jednak w moim przypadku studia położnicze odpadają, ale o Douli nie pomyślałam. Dzięki za inspirację 🙂

    • Ooo tak! Też czuję, że macierzyństwo to moje pierwsze, najważniejsze i najpiękniejsze powołanie. Jednak kiedy obudziło się we mnie pragnienie bycia położną i Doulą, które spędza mi sen z powiek, nie mogę się od tego odciąć, porzucić, udawać, że nie czuję jaką powinnam iść drogą 🙂
      Może kiedyś spotkamy się jako Doule? 🙂 Oby!

  • Kichać na studia, rób co kochasz! A bycie doulą to wspaniałe zajęcie z powołania 🙂

    • Dzięki! 🙂 Mało jest takich ludzi… Wśród znajomych i rodziny pomysł całkowitego przekwalifikowania się, kiedy mam już niemalże w kieszeni tytuł inżyniera, jest całkowicie niedorzeczny. Może by było inaczej gdybym wybrała inny kierunek techniczny, ale położnictwo? Dla nich to totalna lipa. Ale tak sobie myślę, że do czasu, gdy oni nie zapragną mieć przy sobie Douli czy położnej z duszą, w tak ważnym momencie jak narodziny własnego dziecka… 🙂

  • Pięknie!

  • Trzymam kciuki, aby Twoje marzenie się spełniło:) Ja nie przeżyłam naturalnego porodu. Nie jest mi z tym źle. I o ile nie przerażała mnie w ciąży wizja mojego porodu ( do końca byłam nastawiona na poród naturalny) o tyle odległa wizja mojego drugiego porodu naturalnego mnie przeraża. Ale na szczęście mam teraz wybór i ta decyzja należy do mnie. A osoba wspierająca matkę w tych pierwszych dniach jest niesamowicie ważna. Ja mam rewelacyjną mamę, ale nie każda kobieta ma to szczęście. Mam też kiepską teściową, która pomimo tego, że była położną, odwodziła mnie od karmienia piersią i potęgowała we mnie poczucie, że nie daję rady. To są najgorsze emocje jakie można przekazać młodej mamie. Na szczęście trafiłam na świetną położna, która przychodziła do mnie do domu. Pomogła mi z karmieniem i razem z moją mamą starała się wpłynąć na moją teściową. Niestety jest to przypadek beznadziejny. Dlatego wiem, że możesz wielu babeczkom uratować psychikę, dlatego rób wszystko, aby Ci się udało :*

  • Czy wyobrażasz siebie w roli geodety przez najbliższe 10-15 lat? Jeśli nie, to nie słuchaj bliskich, tylko rób to, co uważasz za słuszne dla Ciebie. Nikt za Ciebie życia nie przeżyje i trzymam kciuki, aby wszystko się potoczyło, tak jak chcesz! 🙂

  • Kiedyś swoimi doświadczeniami z porodu domowego podzieliła się moja znajoma. Chciałam urodzić tak jak ona. Niestety ani za pierwszym razem ani zaś drugim to się nie udało i mam na koncie dwie cesarki.
    Chciałabym żeby każda położna odbierająca poród bądź opiekująca się kobietą w trakcie porodu czy tuż po nim podchodziła do swojej pracy tak jak ty o tym piszesz. Wiele kobiet mogłoby wtedy urodzić godnie.

  • Wspaniale! Odnaleźć swoje powołanie i to do tak pięknej części naszej Natury. Gratuluję! Przypomina mi to trochę Inę May Gaskin 😉 Ale na pewno czytałaś jej książkę 🙂