Dziś światowy dzień walki z uciskiem. Jak by sobie tego nie interpretować, jest to nagabywanie, znieważanie, lekceważenie czy nawet odtrącanie. I od razu nasuwa się pytanie, czy współczesne młode mamy nie są obiektem takowego ucisku? Czy na pewno w oczach społeczeństwa nie stają się gorsze od swoich rówieśniczek..?

Jak to jest, że kiedy rodzisz dziecko, ba, kiedy zachodzisz w ciążę nagle zaczynasz odstawać od swojego towarzystwa. Znajomi poklepują cię po ramieniu, wciąż pytając jak się czujesz. Częstotliwość tych pytań zmniejsza się wraz z rosnącym brzuchem, zwyczajnie przestajecie się widywać. A gdy już urodzisz twój świat pochłania ten piękny różowy bobasek, któremu oddajesz się całkowicie. Przez pierwsze dni dostajesz kilka telefonów czy smsów od wszystkich dawno nie widzianych przyjaciół z szczerymi gratulacjami i zapewnieniem, że koniecznie muszą cię odwiedzić i powitać na świecie twoje maleństwo. Kilka następnych tygodni choć piękne, to są wyjęte z Twojego towarzyskiego życia. Jesteś bowiem zachłyśnięta macierzyństwem i to całkowicie zrozumiałe, ale czy dla wszystkich…?
Przyjaciele, nawet gdy już cię odwiedzą, patrzą na ciebie jak na kosmitkę, zastanawiając się czy ktoś aby przypadkiem nie wyprał ci mózgu podczas pobytu w szpitalu, ewentualnie przyglądają się tobie uważnie z nadzieją, że jednak cię podmienili. Gdy pytają o to co u ciebie, zalewasz ich opowieściami o porodzie, o byciu mamą i nigdy, przenigdy nie przestajesz opowiadać o swoim dziecku. W zasadzie to odpowiedź na każde pytanie sprowadza się do wzmianki o maluchu.
Na dłuższą metę bezdzietnych to nudzi. Nie są zainteresowani, bo nie rozumieją. My, matki, mamy unikalną i niepowtarzalną nić porozumienia – wystarczy wejść na temat dzieci i rozmowa od razu się klei. Możemy opowiadać o swoich przeżyciach, wymieniać się doświadczeniami czy chwalić się ostatnio upolowanymi zdobyczami w lokalnym ciuchu. Oczywiście z garderoby dziecięcej.
Między światem rodzicielskim a bezdzietnym jest przepaść, której nie da się przeskoczyć. Dlatego jako świeżo upieczona mama zostajesz odseparowana od świata przyjacielskich spotkań, wspólnych wyjść czy spontanicznych imprez. Pośrednio dlatego, że i tak wszyscy zakładają, że będziesz wolała zostać w domu, lub zwyczajnie brak ci ochoty by ruszyć się z domu bez dziecka. I po jakimś czasie nikt już nigdzie cię nie zaprasza, nie przychodzi w odwiedziny, a nawet nie dzwoni. Bo w bezdzietnych przekonaniu, ty i tak zawsze będziesz siedzieć w dresie, z dzieckiem przy piersi, na kanapie, z niedbale związanymi włosami. I wciąż, w kółko, na okrągło i bez opamiętania będziesz zanudzać opowieściami z macierzyńskiego środowiska.

Niegdyś to ja byłam tą, która nie rozumiała współczesnej Matki Polki. My, przyjaciółki, zawsze trzymające się razem. Jej rodzi się dziecko. Dla niej to początek nowego życia, dla mnie? Jakbym straciła przyjaciółkę. Kiedy się z nią spotykałam, ona wciąż patrzyła na swoje dziecko, opowiadała o kolkach, bezsennych nocach, karmieniu piersią, pobycie w szpitalu czy porodzie. Dla mnie to nie było ciekawe, to było przerażające. Do tego stopnia, że nawet myślałam sobie o moim macierzyństwie, odkładając je na następne ćwierćwiecze.  Nie byłam w stanie zrozumieć tej fascynacji własnym dzieckiem, tej potrzeby bliskości i wypowiedzenia tego, co dla młodej mamy ważne. A powinnam. Jako dobra przyjaciółka miałam obowiązek słuchać, powiem więcej… Miałam obowiązek podzielać tą radość. Owszem, cieszyłam się z narodzin tej Maleńkiej Istotki, ale nie byłam zadowolona z nagłej przemiany dziewczyny, która była [i nadal jest] dla mnie jak siostra.
Przestałyśmy więc się spotykać. Ona zajęta dzieckiem, ja miałam mnóstwo swoich innych zajęć. Kiedy dzwoniła wychodząc z maluchem na spacer i zapraszając mnie na pogaduchy, ja… No, właśnie. Nie wiem czy bardziej nie miałam czasu czy ochoty, ale w rezultacie nigdy do tych wspólnych spacerów nie dochodziło. Do czasu…
…aż zaszłam w ciążę.

Mogłam opowiadać o ciąży przez długie godziny, a ona z chęcią opowiadała mi o dalszym jej przebiegu, o porodzie i pierwszych dniach z maluchem w domu. Wtedy mogłam już słuchać tych historii, co więcej, chciałam czerpać z jej doświadczenia i wyłapać jak najwięcej szczegółów wartych zapamiętania. Wtedy pytałam ją o wszystko, domagając się odpowiedzi na moje wszystkie wątpliwości. Szukałam wsparcia i dostałam je. Od tej młodej Matki Polki, której niegdyś tak bardzo nie potrafiłam zrozumieć. Od tej kobiety, która została przeze mnie odrzucona, tylko dlatego, że została mamą…

I w życiu każdej nowiuśkiej mamy nadchodzi taki moment, gdy jest gotowa zostawić na chwilę swe pachnące maleństwo, a wtedy zaczyna tęsknić za znajomymi, za wyjściem z domu, za beztroskimi rozmowami, w których i tak ZAWSZE będzie się przewijać temat dziecka i macierzyństwa. To tak jak mężczyźni gadają o samochodach, a mężatki narzekają na swoje teściowe. I ta młoda mama, mimo iż dla bezdzietnych skrzywiona psychicznie i napiętnowana przez macierzyństwo, to wciąż piękna, wartościowa i przebojowa babka! Taka, która jeszcze nie raz będzie tańczyć do rana, czy zgarniać całą pulę grając w Monopol. Daj jej szansę, a chętnie pójdzie z tobą na piwo, choć co jakiś czas zadzwoni do domu, upewnić się, że z jej dzieckiem wszystko w jak najlepszym porządku.

Byłam po jednej i po drogiej stronie. Jako ta bezdzietna i ta młoda matka. Wcześniej miałam pełno znajomych, z którymi regularnie utrzymywałam kontakt. Zaszłam w ciążę, czy straciłam tym samym na wartości? Nie. Ale oni tego nie rozumieją. Do czasu, aż sami nie zostaną rodzicami… Ale wtedy to ja będę matką z dużym już dzieckiem. Czy wtedy znów uda nam się porozumieć…?

Pamiętajcie, nie warto spisywać nikogo na straty, a matkom należy się wsparcie. Pozostawione same na pewno zwariują… 🙂

Karmicielka
Mam na imię Weronika, kreatywna mama. Jestem tu jako wyrozumiała kobieta karmiąca, przyjaciółka w laktacji i dobra dusza podczas porodowych zmagań. Cieszę się, że i Ty tutaj jesteś. Rozgość się i zostań ze mną na dłużej.
http://www.karmicielka.pl

Podobne posty

  • Mari i

    To ja już powinnam oszaleć do cna :p miałam tutaj taką przyjaciółkę i przez jakiś czas spotykałyśmy sie i w ogóle, ale od dłuższego czasu jestem tą, która „jest zamknięta w domu”. Dla jednych wieczory należą dla dzieci dla innych dla imprez. A w dzień my mamy cieszymy sie pogodą na samotnym spacerze, a bezdzietni leczą kaca. No bo w tygodniu przecież praca… Ktora kiedys problemem nie była.

    • brak kaca jest niezaprzeczalnie jednym z uroków macierzyństwa 🙂
      Wiesz, ja jestem typowym domatorem – uwielbiam siedzieć w domu, w kapciach, pod kocem z kubkiem gorącej herbaty. Wolę to niż imprezy… Jednak czasem potrzebujesz wyjśc, pogadać, odstresować się, zwyczajnie pobyć z innymi ludźmi. Wtedy okazuje się, że nie masz do kogo zadzwonić, a twoje smsy pozostają bez odpowiedzi.
      Cóż, pozostaje mi pozostać odmóżdżoną matką, biegającą na czworaka za swoim cudownym dzieckiem 🙂 I wiesz co? uwielbiam to! 🙂

      • Niezaprzeczalnym plusem posiadania znajomych w podobnym wieku jest to, że prędzej czy później większość i tak „to” dopadnie 😉 I jakoś znowu jest z kim i o czym pogadać 🙂
        Dziwi mnie jeszcze to, że jest tyle samotnie spacerujących mam i jakoś one między sobą nie szukają nici porozumienia. Kilka razy próbowała i odbiłam się jak od ściany.. 🙁 Zatem chyba jesteśmy skazane na własne dzieci 😉

  • ewa

    A ja sie nie do konca z toba zgodze. Rozumiem doskonale ze swiat matki zmienia sie diametralnie, ze kocha swoje dziecko I jej zycie toczy sie dookola niego ale czy bedac matka przestaje sie byc czlowiekiem..? czy te dwie rzeczy sie wykluczaja? Uwazam ze nie a niestety widze to nagminnie wsrod moich niestety juz bylych przyjaciolek. Kazdy czlowiek nie tylko matka zyje czyms co wydaje mu sie najwazniejsze ale bliskosc z drugim czlowiekiem, zwyczajne czlowieczenstwo, nawet takt czy maniery przypominaja nam np ze nie mozna ciagle mowic tylko o sobie, o swojejpracy czy chlopaku czy innej rzeczy ktora w danym momencie zyjemy. Spoleczenstwo nie akceptuje takich zachowan I kazdy, kazdy ucieka od ludzi ktorzy mowia tylko o sobie I nie zadaja sobie zadnego trudu zeby uszanowac uczucia drugiego czlowieka. Tak wlasnie rozumiem mlode matki. Dokladie tak. To nie jest kwestia innych priorytetow, inncyh zmartwien, nie, tu problemem jest najczesciej zwykly egoism I brak zupelnie taktu. Spotykam sie z taka kolezanka I choc nie zyje sparwami dziecka Interesuje sie jej przezyciami bo ONA JEST DLA MNIE WAZNA. Skoro jest miedzy name relacja interesuje sie I slucham z uwaga o jej codziennych radosciach czy zmartwieniach nawet jesli skupijaa sie tylko na kupkach. Niestey mijaja miesiace I kolejne rozmowy I spotkania a monolog kolejnej matki sie nie konczy. zaczynam zauwazac ze nikt nie zadaje mi pytan, ba ze od miesiecy nie padlo pytanie co u mnei a nawet jesli padlo I probuje odpowiedziec widze tylko znudzenie w oczach rozbiegane spojrzenie I nim uplynie kilka minut mojej odpowiedzi wtracana jest szybko kolejna opowiesc w temacie macierzynskim. wtedy zaczyna ogarniac mnie zlosc frustracja I zal. Bo ja daje z siebie duzo, chce uczestniczyc w tym co generalnie nie jest czescia mnie ale czuje to bo, chce czuc bo osoba mi bliska to czuje. Kiedy uswiadamiam sobie ze nie pojawaia sie nawet odrobina wysilku by to odwzajemnic czuje sie zwyczajnie wykorzystana I oszukana.
    Matki zaczna krzyczec – nie rozumiesz macierzynstwo to najwazniejsza rola zycia zaczyna sie zyc tylko nia I jak sie dziecko kocha to zyje sie tylko nim a ja chce wam podac taki oto przyklad I zapytac o wasza szczera opinie – otoz wyobrazcie sobie kogos kto calkowicie poswiecil sie nauce. ksztalci sie nieustannie I nie wychodzi od lat z laboratorium. zyje swoja pasja, jest to wspaniala pasja, moze nawet dostaje nobla za wynaleznienie leku na raka. spotykacie sie z ta osoba regularnie I choc podziwiacie co robi, bo robi wspaniale trudne wymagajace poswiecen rzeczy to jednak nie umie mowic o niczym innym, nie zadaje wam pytan, nie slucha co macie do powiedzenia, kompletnie ignoruje wasze uczucia I zalwa was zawsze I nieustannie opowiesci o swoich sukcesach I pracy. zawsze I wszedzie. Powiedzcie jaka jest wasza reakcja na taka osobe? czy po pewnym czasie nie zaczynacie miec gdzies co jest przyczyna jego zachowania I widzicie tylko osobe prozna nietatktowna I pochlonieta samym soba? czy macie I ochote I szanse na blizsza z ta osoba relacje? czy jest sens wkladac w to wysilek? czujecie sie bowiem jak widz w teatrze ktory nie do konca ma ochote oglac ciagle to samo porzedstawienie wiedzac ze aktorzy nie maja najmieszej ochoty na to by uszczesliwic widza. zaloze sie ze ze ocean tej sytuacji bedzie jednoznaczna – otoz ten ktos jest egoista, nikt z takim nie wytrzuyma. nie wazne czy dostal nobla I czy poswieca zycie na cos cudownego, cos co przyda sie calej ludzkosci. wazne ze nie umie sie zachowac ze nie szanuje pojedynczych osob, jest po prostu dziwakiem.
    Tak wlasnie zachowuje sie wiele mlodych matek I nie rozumiem zupelnie tego tlumaczenia ze to w zasadzie piekne bo matka zyjac dzieckiem robi cos pieknego. Co pieknego jest w byciu egosita w stosunku do wieloletnich przyjaciol? co pieknego jest w niezauwazaniu ze przyjaciolka ma zaplakane oczy a gdy nawet ta chce sama powiedziec w jej weidentnym niesluchaniu? co pieknego jest w znajdowaniu godziny bez problem na ciaglym gadaniu o swoim dziecku, o tym ze spadla mu skarpetka na spacerku a sloneczko zaswiecilo w oczki po czym szybko zaslonic sie brakiem czasu gdy to przyjaciel potrzebuje tej gdoziny na wygadanie sie.
    Wlasnie, nie wiem jak to u was dziala drogie mamy, jak relatywne dla was jest pojecie czasu bo potraficie godzinami opowiadac o swoich dzieciach bez przerwy na oddech, podczas gdy poproszone o poswiecenie polowy tego czasu na uwage komus innemu I temu co was teraz nie dotyczy nagle okazuje sie ze jako matki nie potraficie, nie mozecie sobie pozwolic na taka rozrzutnosc czasu I ze ktso kto tego nie rozumie po prostu nie jest matka I jest zwyczajnie niesprawiedliwy.
    Serio nie bede juz liczyc ile przyjaciolek stracilam przez takie zachowanie…probowalam interesowalam uwielbialam ich dzieci ale zadnej relacji w ktorej tylko jedna strona sie ciagle poswieca nie da sie utrzymac. w miedzyczasie ja pzrechodzilam tez bardzo ciezkie chwile I choc moje przyjaciolki promienialy zadna nigdy nie poswieceila mi chwili uwagi. Moje problmey nie byly blahe a I tak sluchalam o zgubionych skarpeteczkach I kupkach. sluchalam bo wiedzialam ze to dla nich wazne. moje przezycia I problem spotykaly sie z ignorancja I obojetnoscia. I to ponoc jest to wspaniale cudowne macierzynstwo ktorego nie rozumiem bo sama nie mam dzieci..
    nie to nie macierzynstwo sprawia ze tak sie zachowujecie drogie mamy..tylko brak taktu I egoism. wiele matek moim zdaniem zaslania sie dzieckiem pod wieloma wzgledami I uwaza ze juz teraz nic nie musi. nie musi sluchac innych nie musi byc dobrym czlowiekiem bo zawsze mozna powiedziec przeciez ze dziecko wymaga od nas 100 procent I tylko potwor tego nie zrozumie. nie nie chce tego zrozumiec. bo bycie matka nie stoi na przeszkodzie bycia czlowiekiem. nie trzeba beigac na imprezy I na kawki zeby zlapac raz na miesiac za telefon I zamiast po raz kolejny opowiadac o swoim dziecku zapytac przyjaciela czy u niego wszystko ok I sprobowac wysluchac o jego ekwiwalencie kupek. to naprawde niewiele.
    ja wiem ze nigdy nie zrezygnowalabym z przyjazni latwo. Probowalam walczyc jak lwica wierzac ze nie trzeba wybierac miedzy dzieckiem a ludzmi, ze wszystko da sie polaczyc. okazuje sie ze wspolczsne macierzynstwo jest obsesja I nie pozwala na zadne kompromisy. Mamunie nie potrafia zostawic dziecka z ojcem na godzine, czy przypomniec sobie ze ich macierzynstwo to nie centrum calego wszechswiata I ze inni ludzie tez maja potrzeby I uczucia I odrzucenie bardzo boli. Nie okazuje sie ze wspolczesna mataka nie musi nic, ona jest tylko matka – lepszym czlowiekiem I nie bedzie sie znizac do poziomu tych bezdzietnych malczuckich ktrozy jeszcze nie wkroczyli w ten wyzszy prog wtajemniczenia.
    a I jeszcze przy tym co smieszne nastepuje uzalanie sie nad soba – przyjaciele sie ode mnie odwrocili..tak…jasne..twoje mamo zachowanie nie ma z tym zupelnie nic wspolnego? twoj zupelny brak zainteresowania czynkolwiek I kimkolwiek innym niz twoje bobo nie ma tu nic na rzeczy? twoje godzinne gadanie o dziecku a brak czasu na pol godz posluchania kolezanki uwazasz za normalna czesc macierzynstwa ktorej podli ludzie odrwacajacy sie od ciebie nie rozumieja?
    Przepraszam, wylalam swoje frustracje ale ja tylko takie matki spotykam. I tylko z takich powodow stracilam wszystkie moje przyjaznie. probowalam walczylam nauczylam sie kochac ich dzieci jak swoje ale wszystko ma swoje granice..wszystko I kiedy czujesz sie jak wykorzystywany olewany przedmiot bez uczuc po raz kolejny I kolejny przychodzi moment kiedy masz prawo powiedziec dosc.