Ostatnio przystopowałam. Zamknęłam się.

Przestałam pisać. Odpuściłam sobie kilka imprez blogowych, na które tak bardzo chciałam pojechać. Coraz rzadziej pojawiałam się na facebooku, a wpisy na blogu były raczej kulinarne, bo pieczenie mnie odpręża. Zresztą, od początku istnienia tej strony nie pojawiały się tu wpisy „od serca”. A to dlatego, że założyłam sobie zgoła inny cel tego bloga. Zaplanowałam sobie, że to miejsce będzie odcięte od prywatnej strony mojego życia. Nie powiem, bardzo brakowało mi tej wolności, którą dawał mi każdy mój osobisty wpis. Mimo wszystko nie chciałam się wyłamywać, przenosić mojego prywatnego życia do internetu.

Każdy poprzedni blog był moim pamiętnikiem. Był miejscem, gdzie dzieliłam swoje problemy z ludźmi, którzy nie tylko mnie czytali, ale również rozumieli. Dlaczego tym razem postanowiłam, że będzie inaczej?
Odpowiedź jest prosta – bo mam już rodzinę, męża i dziecko. Nie jestem grymaśną licealistką, czy studentką „spuszczoną z łańcucha”. Mam swoją wolność i prywatność, którą sobie cenię. A wciąż czegoś mi brakowało. Tych wieczorów z laptopem na kolanach, stukając po cichu w klawiaturę, z słuchawkami na uszach, z których rozbrzmiewały ulubione kawałki.
Nie słucham już muzyki, poza tą w radio, gdy jeżdżę samochodem. Odcięłam się od mojego ulubionego poprzedniego świata. Nie z braku czasu, a z braku pewności siebie. Tej, której wciąż tak bardzo mi brakuje.

I kilka dni temu dostaję wiadomość. Kilka słów, w których jedna z moich czytelniczek pyta, co się ze mną stało, że już nie piszę. Co z postami, które tak bardzo lubiła czytać, z którymi w pewien sposób się utożsamiała. Dlaczego zniknęłam z bloga, który jest przecież moją własnością…?
Potem czytam kilka komentarzy. Piszecie, że świetnie się czyta, że teksty pomagają wam okiełznać macierzyństwo i wygrać swoją kobiecość…

Przez następne 24 godziny o tym myślałam. Szukałam sposobu na zmierzenie się z pytaniami i szczerą odpowiedzią. By odpowiedzieć samej sobie na to krótkie pytanie – co się ze mną stało…?
I już wiem.
Dlatego postawiłam sobie cel – wpisowy kalendarz adwentowy. Każdego dnia do świąt będę tutaj i będę pisać. Od siebie dla was, dla ciebie. Po to, by zmierzyć się z samą sobą, po to, by uświadomić sobie kilka rzeczy, by uwierzyć w siebie. Po to, by wydobyć z siebie to co skryte…
25 wpisów, 25 dni do lepszej wersji mnie.

Liczę na to, że będziecie tam ze mną.
Ściskam mocno.
W.

Karmicielka
Mam na imię Weronika, kreatywna mama. Jestem tu jako wyrozumiała kobieta karmiąca, przyjaciółka w laktacji i dobra dusza podczas porodowych zmagań. Cieszę się, że i Ty tutaj jesteś. Rozgość się i zostań ze mną na dłużej.
http://www.karmicielka.pl

Podobne posty

  • dorota dermiblog

    super 🙂 czekamy zatem na codzienne wpisy 🙂

  • bardzo mnie cieszy Twoje postanowienie 🙂 wiesz, ja tez chciałam odciąć swoją prywatność, ale… nawet, jeśli tu coś napiszemy, to ciągle ją zachowujemy – nie pierzemy tu swoich brudów, a rzucamy przemyślenia: to jest super, bo to jest SZCZERE. a ja tego szukam na blogach 🙂