Na chwilę, jeden dzień, ba… Chociaż pół dnia! Zamieńmy się obowiązkami, codziennymi zajęciami. A dziecko zamiast do mamy, będzie lgnąć do taty. Jak wyglądałby ten dzień?

Tata.
Wstaje rano, wraz z pomocą małżonki szykuje śniadanie. W międzyczasie ściele łóżka, wietrzy mieszkanie, wrzuca brudne rzeczy do prania, wynosi do kosza pieluchy po nocnym zmienianiu. Ubiera siebie, przebiera pieluszkę i ubiera dziecko. Gdy znajduje chwilę wpada na 5 sekund do łazienki, wciąż zabawiając dziecko stojące pod drzwiami ubikacji, dobijające się, bo chce do Taty. Podciąga więc w pośpiechu gacie, by wziąć na ręce płaczące dziecko. Wstawia wodę na herbatę, przygotowując coś do jedzonka dla małego szkraba. Wsadza malucha do krzesełka, woła żonę na śniadanie. Z trudem udaje mu się zrobić kanapkę z masłem i plasterkiem szynku, co chwilę odkładając jedzenie, by karmić i nadzorować jedzenie dziecka. Gdy dobrnie już do połowy kanapki, dziecko właśnie skończyło jedzenie i domaga się wypuszczenia z krzesełka. Ojciec stawia dziecko na bezpiecznej podłodze i zasiada do posiłku. A dziecię w tym momencie nachodzi ogromna ochota na siedzenie na kolanach Taty i jedzenie tej samej kanapki. W wielkiej wyrozumiałości Tato bierze na ręce swego potomka i oddaje mu podając „po gryzie” swoją kanapkę. Próbuje zrobić sobie kolejną. Dziecko przy stole jest niezwykle zainteresowane wszystkim co się na nim znajduje. Tu jest czas na wypowiedzenie przez Ojca takich kwestii jak „nie, nie wolno”, „Kochanie nie możesz się bawić nożem”, „proszę łyżeczkę, zrób stuku-puku”, „chcesz herbatki?” i wiele wiele innych tak często słyszanych w ustach matki komunałów. A dziecko chce herbatki, ale nie z kubka, łyżeczką. I nie samo, tylko żeby tato dawał i koniecznie z jego kubka. Zrezygnowany ojciec odkłada jedzenie na później. Wraz z żoną sprząta po śniadaniu, uważając by nie nadepnąć dziecka, które uczepiło się nogi niczym małpka.
Bawią się. Układają klocki, czytają książeczki, sprzątają i znów wysypują z kufra zabawki. Zmienia dziecku pieluszkę wykonując przy tym kombinacje alpejskie, jednocześnie zabawiając malucha. W międzyczasie karmi setki razy, wreszcie nadchodzi czas południowej drzemki. Usypia dziecko jakieś pół godziny i sam też przysypia, bo przecież nie spał w nocy. I gdy już prawie śpi, ze snu wyrywa go myśl, że ma tyle do zrobienia. Wstaje, wykrada się po cichutku z pokoju, zamyka drzwi i tańczy coś w stylu samby, na cześć kilku wolnych chwil…

To takie bez sensu, by kontynuować ten temat…

Matki na macierzyńskim i wychowawczym, przecież nic nie robią… 🙂

Karmicielka
Mam na imię Weronika, kreatywna mama. Jestem tu jako wyrozumiała kobieta karmiąca, przyjaciółka w laktacji i dobra dusza podczas porodowych zmagań. Cieszę się, że i Ty tutaj jesteś. Rozgość się i zostań ze mną na dłużej.
http://www.karmicielka.pl

Podobne posty

  • Ola

    Skąd ja to znam. Matki to obiboki!

    • Najlepsze z najlepszych. I do tego jakie cwane! 😀