Wokół tematu długiego karmienia piersią bardzo często rozpętywane są burzliwe dyskusje. Jedno jest pewne – jeśli i matka i dziecko tego chcą i potrzebują, to dlaczego nie karmić? Gdzie zaczyna się granica długiego karmienia piersią? Dlaczego karmienie po 6 miesiącu życia wciąż jest wyczynem, a po 1 roku staje się niesmaczne…?

Wesele. My balujemy, Waćpanna zostaje w domu. Pierwszy raz od niemal półtora roku wychodzimy sami, potańczyć, pobawić się. Rozkoszuję się łykiem wina bez wyrzutów sumienia. Spokojnie mogę znów poczuć smak whisky, nie martwiąc się o karmienie. Jednak piersi żyją swoim rytmem i przypominają o swoich potrzebach. Zasuwam więc do łazienki z laktatorem, by ulżyć moim piersiom. Po całej akcji myję butelkę w toalecie i nagle słyszę „ty jeszcze karmisz? Ile ma dziecko? 14 miesięcy i jeszcze karmisz?!„. Na moje zapewnienia wypowiadane z uśmiechem, że to dla mnie i mojego dziecka wspaniałe rozwiązanie, w odpowiedzi słyszę „Idź do lekarza, przepisze ci tabletki. Weź je, spal pokarm i odpocznij dziewczyno.”
Zatkało mnie. Byłam w stanie powiedzieć tylko, że bardzo lubię karmić. Odeszłam, bo zwyczajnie zabrakło mi słów. Nie umiałam przekonać tej kobiety, że karmienie jest piękne, a długie karmienie niesie ze sobą naprawdę wiele korzyści, nie tylko dla samego dziecka, ale i dla mnie, dla matki. Wobec takiego ataku na moją laktację uniknęłam dyskusji, z której najprawdopodobniej ta kobieta nic by nie wyniosła. Dlaczego? Bo znam jej historię, wiem z jakimi problemami borykała się podczas prób naturalnego karmienia. Niestety jej się nie udało i to nie jest jej wina. Nie spotkała na swojej drodze kogoś, kto podał by jej pomocną dłoń, a nie podawał w tej dłoni butelki pełnej sztucznego mleka. To kobieta sfrustrowana, a jednocześnie pełna wiary w mit niewartościowego pokarmu po szóstym miesiącu. To mama, która nie doświadczając cudu naturalnego karmienia neguje jego słuszność, zniechęcając do tego inne mamy. Bardzo mi przykro i żal… Jestem pewna, że gdyby mogła poznać uroki karmienia piersią, karmiłaby do tej pory.

Nie wyobrażam sobie, by z dnia na dzień odebrać dziecku pierś, która jest źródłem nie tylko pokarmu i napoju, ale przede wszystkim źródłem ukojenia i poczucia bezpieczeństwa. To tak jakbym odmówiła dziecku przytulania, brania na ręce czy całowania. To odbieranie bliskości. Jestem pewna, że moje dziecko nie jest gotowe na rozstanie z piersią, tak samo jak ja nie jestem gotowa na pożegnanie laktacji. Dlatego tak ważne jest samoodstawienie, naturalne, pokierowane dojrzałością dziecka do porzucenia ssania piersi. To proces, w którym dziecko przyzwyczaja siebie i matczyne piersi do coraz rzadszej potrzeby ssania, by w rezultacie końcowym powiedzieć ostateczne „nie” odwracając głowę od piersi. A kiedy nadejdzie taki moment, będę spokojna i pewna, że to dojrzała decyzja mojego dziecka, przy jednoczesnym moim spełnieniu w ukończeniu matczynego obowiązku.

Karmienie piersią nie jest drogą usłaną różami. Jestem czasem padnięta, często w nocy mam dość karmienia, a nawet zdarza się, że z całego serca nienawidzę karmić piersią. Ale tylko przez chwilę. Wiem, że to co robię jest ważne, słuszne i dobre. Wiem, że każdy dzień i każda kropla ma znaczenie. A bliskość i więź jaka jest między nami, będzie owocować przez całe życie.

Karmicielka
Mam na imię Weronika, kreatywna mama. Jestem tu jako wyrozumiała kobieta karmiąca, przyjaciółka w laktacji i dobra dusza podczas porodowych zmagań. Cieszę się, że i Ty tutaj jesteś. Rozgość się i zostań ze mną na dłużej.
http://www.karmicielka.pl

Podobne posty

  • Też lubię karmić, ale za 2 miesiące planuję odstawić Małego. Moim celem był rok karmienia i wtedy właśnie mija 🙂 I pora pomyśleć o drugim dzidziusiu 🙂

  • Agnieszka

    Karmię od prawie 9 miesięcy, czasem są momenty, gdy myślę o tym, żeby przestać, ale próba odstawienia byłaby chyba wiekszą męczarnią niż długie karmienie 😉 I całe szcześćie, że nie zdecydowałam się jednak odstawić swojej Zosi po pół roku (o czym marzyłam po pierwszych 2-3miesiącach karmienia), bo teraz gdy już czwarty dzień gorączkuje, to jedyny pokarm, który toleruje. Przy próbie podania innego pokarmu lub mleka modyfikowanego (które normalnie wypija, pół butli na wieczór) wymiotuje (zdarzyło się nawet po samej wodzie). Gdybym nie karmiła piersią byłaby już totalnie wycieńczona, być może konieczne byłyby kroplówki. A dodatkowo to najskuteczniejszy uspokajacz i usypiacz w chorobie (od tych czterech dni śpi dłużej tylko przy piersi, sama budzi się po 10 minutach…, w nocy trochę dłużej, ale tylko ze mną w jednym łóżku.)

    • U nas dokładnie to samo, pierś podczas choroby to jedyne źródło pożywienia, po wszystkim innym wymiotowała, nawet po lekach. Podawanie piersi zapobiega odwodnieniu, dostarcza pożywienie, przeciwciała i wszelkie niezbędne składniki. A do tego bliskość koi płacz i pozwala zbić gorączkę 🙂
      Karmienie ułatwia życie! 🙂

  • Kolekcjonerka

    Karmię już 11 tydzień i nie jest łatwo. Przez ostatnie dwa tygodnie karmie z poszarpanymi brodawkami u obu piersi, pierwszy tydzień był tak bolesny, że płakałam i karmiłam. Teraz mam wrażenie, że syn się nie najada, bo płacze po karmieniu i chce jeść częściej, przechodzi teraz skok 11 tygodnia i zastanawiam się czy nie od tego syn jest marudny i głodny. Nie chce dokarmiac bo boje sie ze syn nie bedzie chcial pozniej piersi. Mialas takie momenty kiedy wydawalo ci sie ze dziecko sie nie najada?

    • Do tej pory czasem tak mam. Zdaje mi się, że w piersiach nie mam mleka. I nie jednokrotnie takie przeświadczenie towarzyszyło mi na początku drogi laktacyjnej.
      Skoro brodawki bolą, może inaczej przystaw do piersi synka? Próbowałaś różnych pozycji?
      Skoki rozwojowe to zawsze trudny czas i dla mamy i dla dziecka. Podawaj pierś jak najczęściej, a kiedy nie karmisz smaruj brodawki własnym mlekiem, lub (i tu polecam) paścią MALTAN. Jeśli masz w pobliżu jakąś poradnię laktacyjną, lub promotora karmienia piersią to spróbuj się skontaktować. Ktoś z pewnością pomoże 🙂