Większość mam, jeszcze w czasie ciąży, marzy o karmieniu piersią. O poczuciu tej jedynej w swoim rodzaju bliskości, o dawaniu dziecku tego, co najlepsze. Poza pozytywnymi odczuciami, w głowie każdej z nas pojawiały się negatywne emocje związane z obawami. Czym jest dla kobiety karmienie piersią? Co dostajemy w zamian? I co tak naprawdę znaczy karmić?

Dobry przykład.

Mama karmiła mnie piersią dwa i pół roku. W mojej pamięci zapisało się kilka sielankowych obrazów z tego czasu. Kiedy to wspominam ogarnia mnie błogi spokój, jest mi zwyczajnie dobrze. Od piersi odstawiłam się sama, nikt mnie do tego nie nakłaniał ani nie zmuszał. Pamiętam też, że kiedy byłam małą dziewczynką i bawiłam się lalkami, udawałam są moimi córkami, a ja karmię je piersią. Oczywiście robiłam to tak, by nikt nie widział – wtedy w mojej dziecięcej psychice, był to powód do jakiegoś wstydu. Ale przystawiałam do „piersi” wszystkie lale po kolei, często chowając je pod bluzką. Mówiłam do nich i głaskałam je po czole, ostrożnie podtrzymując jedną ręką główkę, a drugą nóżki i pupkę – wypisz wymaluj klasyczna pozycja karmienia 🙂
Dziś kiedy o tym myślę, dziękuję swojej Mamie, że tak głęboko zakorzeniła we mnie piękno i dobro płynące z naturalnego karmienia. Dziękuję, że nie zakończyła drastycznie naszej przygody z karmieniem piersią, że pozwoliła mi samej dojrzeć do tej decyzji. Dzięki temu co nieco jeszcze pamiętam i jest to dla mnie ogromne wsparcie przy karmieniu własnego dziecka.

Własna decyzja.

Do decyzji o naturalnym karmieniu swojego bobasa trzeba dojrzeć samemu. Nie wyobrażam sobie, że ktokolwiek mnie do tego zmusza czy wręcz agresywnie nakłania. Zapewne otrzymany efekt byłby całkowicie odwrotny do zamierzonego. Moim zdaniem, w pewnej części zamiłowanie do karmienia piersią wynosi się z domu. Jeszcze nie będąc w ciąży, czasem oczami wyobraźni widziałam siebie na fotelu z dzieckiem przy piersi. Moja psychika już wtedy była ukierunkowana pod kątem KP.
Kiedy zaszłam w ciążę, nie musiałam podejmować żadnej decyzji – naturalnym dla mnie było, że jako mama, mam nie tylko obowiązek, ale i ogromne chęci, by wykarmić swoje maleństwo tym, co sama otrzymałam od swojej mamy. Tym co najzdrowsze, najlepsze, najwłaściwsze. Moje piersi były ze mną w jednej komitywie, bo już na kilka dobrych tygodni przed porodem pojawiło się w nich mleko. Skąd to wiedziałam? Po mokrej koszulce 🙂

A jeśli nie dam rady?

Obawy przed nieznanym są całkowicie naturalną reakcją. Ileż kobiet pomimo początkowo szczerych chęci przerywa karmienie po kilku tygodniach? Wiadomo, powody są różne. Będąc w strachu zakładam tą pesymistyczną wersję wydarzeń. Właśnie dlatego jeszcze przed porodem, zaopatrzyłam się w zestaw butelek i laktator – na wypadek gdyby moje dziecię nie potrafiło ssać piersi. Nie pomagały mi przerażające historie znajomych mam o niedożywionych noworodkach, o nieprzybieraniu na wadze i problemie wypisu ze szpitala, o pogryzionych sutkach, popękanych brodawkach, nawałach pokarmowych czy zapaleniach piersi. Nasłuchałam się skutkiem czego spodziewałam się tego wszystkiego u siebie…
Słyszałam też, że mi się odechce, że lepiej dać butlę i mieć święty spokój w nocy, że studiując nie mam szans na utrzymanie laktacji. Dziękuję sama sobie, że nie uległam ani swoim obawom, ani „złotym radom” znajomych matek.

Pomocna położna.

Podczas ciąży opiekę nade mną sprawował nie tylko świetny lekarz, ale i niesamowita położna. Kwestie karmienia piersią wyłożyła mi ‚kawa na ławę’. Kwestię teoretyczną miałam więc opanowaną. Przy porodzie spotkałam kolejnego anioła. Jeszcze na sali porodowej położna dotknęła moich piersi, by sprawdzić czy pojawiło się w nich mleko, co poskutkowało wybuchem mlecznej fontanny. Zaraz po tym jak dostałam Zosię na ręce, położna pomogła mi przystawić Małą do piersi, chociaż właściwie nie miałam z tym żadnych problemów. To tak jakbym robiła to od lat. Niesamowite. Wtedy zakochałam się w karmieniu piersią…
Podczas mojego pobytu w szpitalu, położne kilkakrotnie przychodziły do mojej sali pytając czy nie mam problemów z KP, wciąż podpowiadając co robić by było mi wygodnie podczas długiego karmienia. Nie były nachalne, wręcz przeciwnie. Mówiły o tym tak delikatnie, jakby to była najbardziej intymna sprawa.

Wsparcie.

Nieocenione jest wsparcie psychiczne rodziny. Przede wszystkim męża, który po porodzie razem ze mną wpatrywał się w sielski obrazek dziecka ssającego maminą pierś. I nie chodzi tylko o wsparcie psychiczne. Okres zaraz po porodzie, to czas gdy potrzebowałam pomocy z tej czysto fizycznej strony, takiej jak przyniesienie mi do łóżka dziecka z łóżeczka, podczas karmienia podanie szklanki wody. Te wszystkie składowe są częścią drugiego najważniejszego czynnika w KP – poza własnymi chęciami – jakim jest WSPARCIE. Nie każda kobieta bez psychicznej pomocy potrafi podołać. Tym bardziej, gdy po jakimś czasie dochodzi zmęczenie spotęgowane nieprzespanymi nocami; frustracje spowodowane teoretycznym uwiązaniem. Pozytywne myślenie jest najważniejsze! Produkcja mleka zaczyna się w głowie 🙂

Daję z siebie wszystko.

Z perspektywy dziewięciomiesięcznego karmienia piersią mogę powiedzieć, że ten czas to dla mnie najbardziej heroiczna praca nad moim własnym charakterem i najtrudniejsza walka ze swoimi słabościami. Wszystko po to, by dać z siebie to co najlepsze. Czyż nie raz wątpiłam w słuszność swojego nocnego wstawania? Czy nie marzyłam o tym, by córka przespała całą noc? Kryzysy łapały (i łapią!) mnie często, ale nie poddaję się. Oddaję to, co sama dostałam. Poświęcam siebie, by i moje dziecko kiedyś poszło za tym przykładem w stosunku do własnych dzieci.
Daję przykład innym mamom. Karmię na żądanie w każdej sytuacji, nie patrząc na przychylne bądź nie, reakcje otoczenia.

Co ja z tego mam?

Począwszy od wzrostu wskaźnika samooceny, przez zdrowe odżywianie, a skończywszy na totalnej satysfakcji. Nigdy dotąd nie uważałam na to co jem, zwyczajnie wpychając w siebie wszystko co mi smakuje. Teraz uczę się zdrowych nawyków, by wpoić je mojemu dziecku (wraz z mlekiem 🙂 ). Ocena własnej wartości wystrzeliła w górę, nabrałam jakiś supermocy – nie dość że potrafię wyprodukować zdrowe i pyszne mleko, to jeszcze nie śpiąc po nocach umiem normalnie funkcjonować. I najważniejsze – mam ogromną miłość! Miłość do dziecka, do tych chwil, które spędzamy wtulone w siebie. Do obrazu Zosi zasypiającej przy piersi. Mam satysfakcję z wypełniania matczynego obowiązku i poczucie, że to co robię, robię dobrze. Że daję dziecku to co najlepsze. Bez skrępowania karmię publicznie, #karmieswobodnie.
Karmienie piersią to dla mnie przygoda życia. Najpiękniejsze doświadczenie, najtrudniejsza lekcja cierpliwości i pokory, próba silnej woli i całkowitego, dobrowolnego oddania siebie. Jestem z tego dumna, karmieniem jestem zachwycona! 🙂
Ile zamierzam karmić? Nie zamierzam stawiać jakiejś granicy. Decyzję o zakończeniu karmienia pozostawię dziecku. Odstawi się wtedy, kiedy będzie gotowa. Moją rolą jest uszanowanie jej decyzji.Z tego miejsca namawiam Was do dołączenia na Facebooku do grupy Karmiące cyce na ulice oraz do wzięcia udziału w akcji karmieswobodnie 😉
Karmiące mamy mają moc! 🙂

 

Podobne posty

  • Lena

    To wspaniale że czerpiesz przyjemność z karmienia piersią, mam nadzieję że z tym idzie również w parze akceptacja dla matek, które tego nie robią (chcą lub nie chcą). Bo przecież trzeba akceptować wybory innych 😉 A karmienie w miejscach publicznych oczywiście w miejscach specjalnie do tego przeznaczonych? Szanujmy również innych. Wiem, że karmienie piersią to miłość i naturalna rzecz. Tak samo jak seks, też miłość i ludzka sprawa, a jednak nikt publicznie tego nie robi 😉 Albo robi i czasem zgarnia go za to policja 😀

    • Jedne matki nie chcą karmić, drugie nie mogą, a jeszcze innym zwyczajnie się nie udało. I absolutnie żadna z tych matek nie jest gorsza od matki karmiącej piersią. Promowanie karmienia naturalnego nie polega na nagabywaniu matek nie karmiących. To raczej przekonywanie tych niezdecydowanych i wahających się, a także wsparcie dla tych wątpiących 🙂 I chyba to jest w tym wszystkim najtrudniejsze, akceptacja innego zdania i przekonania, gdy ja tak bardzo za czymś obstaję… Więc promowanie KP to nie tylko głoszenie jakie to korzyści płyną z mleka matki. To również praca nad samym sobą 🙂

      P.S. Na tekst o publicznym seksie i policji – padłam! 😀