Ile już ma? Ładnie zasypia? A przesypia całą noc? Nie? Takie masz duże dziecko, a nie da ci się wyspać? Co? Śpi z tobą? Jest za duże na spanie z rodzicami! Przecież potem nie odzwyczaisz! Powinno być już samodzielne! Czy ty przypadkiem nie oszalałaś?!

Nie.
Staram się wychowywać dziecko w duchu rodzicielstwa bliskości. Jednym z filarów tej teorii wychowawczej jest wspólne spanie z dzieckiem, w jednym łóżku, razem. To daje możliwość podtrzymywania więzi, nieprzerwane poczucie bliskości, którego tak bardzo potrzebuje i dziecko i rodzice.
Dlaczego warto dzielić razem sen, a tym samym łóżko na trzy części?

 

  • Cała trójka śpi lepiej. Noworodek/niemowlę/dziecko kiedy budzi się nocą, a śpi z rodzicami, często szybko orientuje się, że jest całkowicie bezpieczne i ponownie zasypia. A jeżeli budzi się roztrzęsione z powodu śniących się koszmarów, czy czegoś się wystraszy w środku ciemnej nocy – ma blisko mamę i tatę. Płacz dziecka trwa krótko, bo ukojenie jest w zasięgu ręki. Mama nie musi rozbudzać się, by wstać do płaczącego dziecka, a wręcz przeciwnie – często pogłaskanie malucha wystarczy, by znów odprawić je w krainę słodkich znów. I zazwyczaj robi to przez sen. Nie budzi się do całkowitej świadomości, co ułatwia jej ponowne zaśnięcie. Tato natomiast nie budzi się od płaczów i szlochów malucha, co czyni go wyspanym i ułatwia poranne wstawanie do pracy.
  • Mama śpiąca przy dziecku jest spokojniejsza i na odwrót. To niesamowite, ale podczas wspólnego snu matki z dzieckiem, ich oddechy potrafią się synchronizować. Mama, często na początku swej macierzyńskiej drogi, budzi się w nocy patrząc, czy dziecko jest przykryte i czy oddycha. Mając je przy sobie wszystko to sprawdzi i w mig błogo zaśnie. A dziecko? Czasem przez sen, zanim się obudzi, znajdzie rączką mamę i… Nawet nie zdąży się obudzić, a już zapadnie w głęboki sen.
  • Dłuższy sen. Mając dziecko przy sobie, kiedy się obudzi nie musi długo i głośno płakać by wyrwać rodziców ze snu. Dzięki temu rodzice nie muszą spędzać kolejnych kilkudziesięciu minut na usypianiu malucha. Mogą wrócić do upragnionego snu.
  • Wyspana mama, to wyluzowana mama. Nic tak bardzo nie wkurza jak dziecięce darcie w nocy. Nie płacz, a wycie do księżyca, w zasadzie bez powodu. Czasem tak zanosi się płaczem o nieznanym podłożu, że ponowne uspokojenie malucha trwa w nieskończoność. I tak się często dzieje, gdy dziecko śpi samo w swoim łóżeczku, a co gorsza, samo w swoim pokoju. A tak, krótkie wybudzenia ze snu nadal pozwalają się wyspać.
  • Proste i szybkie karmienie piersią. O ile mama karmi piersią, ma niewiarygodną wygodę, gdy nie musi przemierzać całego pokoju, wyjmować malucha, karmić piersią usypiając w fotelu nad dzieckiem, potem odłożyć dziecko do łóżeczka i przy dobrych wiatrach, wrócić do swojego łóżka i szybko zasnąć. O ile dziecko nie obudzi się przy odkładaniu. I o ile mama będzie mogła bez problemu zmrużyć oczy. Bo nie po każdym dłuższym przebudzeniu da się od razu zasnąć. W tym jednak przypadku wystarczy podać dziecku pierś i iść spać. Zazwyczaj mamy karmią przez sen, nawet nie pamiętając ile miały pobudek w nocy.
  • Zaspokojona bliskość. Nawet jeśli w ciągu dnia nie masz wystarczająco dużo czasu dla swojego dziecka – to nic straconego. Nocą możesz to nadrobić. Śpiąc przy dziecku rozbudza się w nim zaufanie do rodziców, otacza opieką i gwarantuje poczucie bezpieczeństwa. To naprawdę wiele. Nie tylko dla maluszka, ale i dla rodziców.
Oczywiście zdarzają się dzieciaczki, które nie potrzebują spania z rodzicami. Radzą sobie świetnie z przesypianiem nocy, a nawet jeśli się obudzą – albo zasypiają same, albo wzywają na pomoc rodziców, nie budząc przy tym wszystkich sąsiadów. Jeśli twoje dziecko właśnie takie jest – jesteś szczęściarzem. Dlaczego? U nas sytuacja wygląda tak…
Moje dziecko początkowo budziło się w nocy dwa razy. Około 1 i 5. Wtedy córka spała sobie smacznie w swoim łóżeczku, a ja z mężem w łóżku. Jako świeżutka mamuśka chodziłam na najwyższych obrotach, więc pobudki na karmienie nie były dla mnie problemem. Co to jest dwa razy w nocy. Ale dziecię rosło wraz z moim zmęczeniem. Raz zdarzyło się tak, że nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Obudziłam się od płaczu dochodzącego z łóżeczka. Wstałam i kolana się pode mną ugięły. Ledwo dobrnęłam do dziecka, co by je nakarmić. Ale mimo wszystko wolałam do niej wstawać, niż zabierać ją do ciasnego łóżka, gdzie nie było miejsca na spanie we trójkę.
Zosia zasypiała sama nawet w dzień. Nie, nie przy piersi. Karmiłam ją i odkładałam do łóżeczka. Ona pogaworzyła sobie kilka minut i znużona zasypiała. Problem powstał gdy nauczyła się sama siadać i wstawać w łóżeczku, a miała wtedy pół roku. Nie było mowy o samodzielnym usypianiu. Zaczęła się więc faza usypiania na rękach i odkładania do łóżka. A Zofia budziła się na karmienie po pięć, czasem sześć razy w nocy. Ząbkowanie, katarki, przeziębienia. Moje zmęczenie urosło do takich rozmiarów, że nie miałam wyjścia – postanowiłam zabrać córkę do łóżka. A że nasze łóżko nas nie pomieścić, przenieśliśmy się na podłogę – gdzie śpimy po dzisiejszy dzień. Tym sposobem mogłam w nocy zabrać dziecko do naszego łóżka i usypiać karmiąc na leżąco. I zaraz po tym odkryłam teorię RB.
Jednak wspólne spanie wcale nie spowodowało, że Zosia zaczęła budzić się rzadziej – wręcz przeciwnie. W obecnej chwili, gdy za dwa dni skończy pierwszy rok życia, budzi się po osiem, dziewięć razy. Z czego pierwsze sześć ma miejsce do godziny drugiej w nocy. Zasypia w naszym łóżku około dwudziestej, oczywiście w asyście jednego z rodziców. I nawet już nie widzimy sensu odkładania jej do swojego łóżeczka, bo kolejna pobudka jest mniej więcej za czterdzieści minut…
Tak jestem wykończona, tym bardziej, że te pobudki nie kończą się na karmieniu przez sen. Ona się zwyczajnie drze. Nie chce piersi, nie chce niczego. Siedzi i płacze, potem da się namówić na przytulenie i po jakimś czasie zasypia. Zazwyczaj nie zdążę zasnąć między jednym a drugim przebudzeniem…
Czemu więc nadal wierzę w cudowne właściwości wspólnego spania? Bo wiem, że bez tego moje dziecko byłoby jeszcze bardziej nerwowe niż jest, wiem, że bliskość pozwala córce na opanowanie emocji, a mnie – leniwej matce – łatwiej karmić mając dziecko pod pachą, niż wstawać co godzinę – albo i częściej – i wyjmować ją z łóżeczka. Czasem jestem zmęczona, ale wiem, że to ma sens. Teraz nie potrafię tego logicznie udowodnić, ale wiem, że owoce wspólnego spania będziemy zbierać przez całe życie, w postaci relacji jaka wytwarza się między naszym dzieckiem, a nami.
Jeśli twoje dziecko też często wstaje, a ty zmęczona szukasz wsparcia – nie jesteś sama, pamiętaj 🙂 A znajomi chwalący się, że ich roczne dziecko jest samowystarczalne w temacie usypiania, snu i ponownego zasypiania – nie wierz w to. Zawsze łatwiej poddać coś wyparciu, niż dołować się, że ma się gorzej 🙂 Śpij ze swoim dzieckiem, noś je, karm i kochaj.
A jak jest u was? Usypianie jest męką, a wstawanie nocne to koszmar? Czy jesteście właśnie tymi szczęściarzami? 🙂

Podobne posty

  • śpimy razem już ponad 14 miesięcy 🙂 i póki co nie zamierzamy przestać, mimo wielu sprzeciwów wśród rodziny i słownej „pomocy”, czyli złotych rad, że MUSIMY Filipa nauczyć spać osobno, gdy pytam dlaczego? słyszę: „bo tak” „bo to facet” „bo powinien” i inne pierdy, z których już teraz się śmieję. Podpisuję się pod tym postem!
    Ostatnio Prezes źle sypia, a gdy siada i czuje że jesteśmy obok, obywa sie bez histerii tylko przytula nas i zasypia ponownie 🙂