Pierwszy poród za mną. Naturalny, wspólny, rodzinny, piękny. Co było w nim bolesnego i złego – zapominam, staram się. Wiadomo, dziecko najważniejsze, a pierwsze wymienione spojrzenie pozostaje na zawsze w pamięci.
Decyzja o kolejnym dziecku jest dla mnie całkowicie naturalna i była podjęta tuż po narodzinach pierwszej córki. Skoro mogę podjąć decyzję o posiadaniu kolejnego dziecka, o zajściu w następną ciążę, to dlaczego miałabym nie móc wybrać jak ma wyglądać mój kolejny poród?
Pierwszy poród i moje porodowe doświadczenie opisałam kilka dni po porodzie w TYM poście. W szpitalu, w towarzystwie mojego męża i niezastąpionej położnej. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie badali mnie co raz to inni lekarze. Nie jeden, ale za każdym razem inny. To nie dawało mi ani poczucia bezpieczeństwa, ani nie wzbudzało zaufania do lekarzy. Co więcej, czułam się skrępowana, rozbita i zdenerwowana. Ciągłymi pytaniami, ciągłą obecnością przeróżnych męskich łap w moim kroczu. No sorry, inaczej nazwać tego nie można. I miałam dość tego, że nikt nie pytał mnie o zgodę na badanie, badanie, które zawsze miało miejsce na skurczu. O dziwo, kiedy badała mnie położna, zawsze czekała aż pozwolę się zbadać, aż się rozluźnię, aż skurcz minie.
I potem sam moment porodu, gdzie na sali zrobiło się hmm… Tłoczno? Te pielęgniarki i położne „starej daty”, kilku lekarzy, którzy plotkowali sobie nad moimi rozwartymi kolanami, niczym przy kawie. Wyłączyli mi muzykę, by na sali była cisza, a sami trajkotali jak poparzeni. Nie było ani ciszy, ani spokoju. Oczywiście wtedy miałam to gdzieś, zwyczajnie skupiłam się na urodzeniu dziecka. Chociaż nie, nie miałam tego gdzieś. Bo przeszkadzały mi te baby gadające o pogodzie i wszystkich innych pierdołach tego świata.
Mimo, że cały pobyt w szpitalu wspominam całkiem dobrze, to wymarzyłam sobie zgoła inne rozwiązanie mojej kolejnej ciąży. Poród domowy.


Dlaczego chcę rodzić w domu?
To moje marzenie. Rodzić kolejne dziecko w miejscu, w którym czuję się najbezpieczniej. Gdzie jest moje własne łóżko, łazienka i ulubiony ręcznik. I choć to ostatnie łatwo przeniosę na szpitalną salę porodową, to całej domowej atmosfery nigdzie nie odtworzę. Chcę rodzić w domu bo jestem już świadoma tego jak wygląda poród. Co się dzieje z moją psychiką i ciałem, co dzieje się z dzieckiem. Jak mam mu pomóc przyjść na świat i jak bardzo otoczenie wpływa na przebieg akcji porodowej.
Chcę by moje kolejne dziecko przyszło na świat w najlepszych dla niego i dla mnie warunkach. W ciszy, spokoju, miłości. W wodzie. By przyszło na świat z pomocą położnej, która jest żywym aniołem.
Marzę o świadomym porodzie. By skurcze nie wyrywały mnie ze świadomości, by otoczenie było mi przyjazne. Dlatego chciałabym rodzić tu, w domu. Gdzie znam każdy kąt, gdzie czuję się najlepiej.

O tym czy to bezpieczne, o tym dla kogo jest poród domowy i o tym dlaczego kobiety tak naprawdę się na to decydują – wkrótce! 🙂

A Wy? Co o tym myślicie?

Podobne posty