Od jakiegoś czasu mamy nowego towarzysza – przyjaźni się z nami lęk separacyjny. Ów gość dba o to, by syrena w naszym domu wyła kilkanaście razy dziennie, aby nudy nie było…
Kiedy tylko wychodzę z pokoju zostawiając z nim Zosię – płacze. Kiedy idę do łazienki, wychodzę z domu, zwyczajnie znikam jej z oczu – jej świat się kończy. W sekundzie wszczyna alarm, którego nie uciszy nikt i nic poza mną – mamą. Dlaczego tak się dzieje? Skąd biorą się takie lęki u niemowląt?

Naturalnie.

Wszystko to jest całkiem normalne. Niemalże każdy bobas przez to przechodzi. Wiek pomiędzy 7 a 9 miesiącem życia, to czas mocnego przywiązania do mamy. Więź jaka się wytwarza między matką a dzieckiem, jest bardzo silna. Nic dziwnego, że zniknięcie mamy z oczu malucha, powoduje u niego napięcie. Jedne dzieci radzą sobie z tym lepiej inne gorzej. Z pewnością mamy na to wpływ, poprzez nasze zachowanie względem dziecka. Jeśli nami często ulegamy lękowi i ogarnia nas panika, dziecko chłonie nasze emocje, przygląda się naszym reakcjom. By naśladować rodzica, maluch wypracowuje u siebie podobne zachowania. Tym samym popada w negatywne emocje, gdy coś idzie nie po jego myśli…

Uczymy się panować nad lękiem.

Nie ma nic gorszego, niż ukradkowe wymykanie się z domu, podczas gdy dziecko jest zajęte zabawą. Kiedy maluch zorientuje się, że mamy nie ma, natychmiast traci poczucie bezpieczeństwa, co z pewnością wyrazi wybuchem płaczu, a nawet szlochu. Każde wyjście należy wcześniej zasygnalizować, omówić. Powiedzieć dziecku, że mama musi wyjść, wyjaśnić, że zostanie pod opieką taty/babci/dziadka/niani i co ważne – określić czas powrotu do domu. Nie mam na myśli dokładnej godziny, bynajmniej. Chodzi o przybliżenie dziecku pory dnia, w której ponownie spotka się z mamą, a którą to porę z czymś kojarzy, np.: „mama wróci przed kąpielą”. Ten proces pomoże przygotować się maluchowi na nieobecność mamy i ułatwi zapanowanie nad lękiem.

Stopniowe przyzwyczajanie dziecka do nieobecności mamy jest bardzo ważne, gdy mama planuje wczesny powrót do pracy, lub ma systematyczne wyjścia. Dobrze jest, gdy dziecko zostaje zawsze pod opieką jednej osoby, zaufanej, z którą czuje się dobrze i bezpiecznie.

Ważne są też pożegnania. Nie mogą one trwać w nieskończoność. Nie można też kilkanaście razy wracać się do domu, gdy po zamknięciu drzwi maluch wybucha płaczem. Pożegnanie rozwlekane w czasie tylko roztkliwia dziecko. Dodatkowo daje nadzieję, że po głośnym szlochu, mama za chwilę wróci. Tutaj swoją nieocenioną rolę mają opiekunowie. Należy szybko zainteresować czymś bobasa. Nie wspominać, nie mówić rzeczy typu „mama poszła, ale wróci”, bo każde „mama poszła” potęguje żal, smutek i gorycz. Emocje, z którymi tak małe dziecko nie potrafi sobie jeszcze poradzić.

Warto wypracować sobie rytuał takiego pożegnania. Odprowadzanie mamy do drzwi, przytulas, buziaczek, a potem robienie „pa-pa” przez okno. Po czym dziecko wraca do zabawy.
Przez zabawę można też uczyć dziecko, że to co znika, zaraz wraca. Na przykład zamykając misia w pudełku i po chwili go wyjmując, lub sama chowaj się za drzwiami, by za chwilę zrobić „akuku!”.

Kiedy to wreszcie się skończy?

Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze lęk pojawia się, gdy wychodzimy na dłużej. Czasem histerię powoduje zwykłe zamknięcie drzwi od łazienki, wyjście do drugiego pokoju. To okropnie męczące na dłuższą metę. I wkurzające, niestety. Dobra wiadomość jest taka, że większość dzieciaczków największe napady lęku ma w wielu 7-9 miesięcy. Zła – czasem mogą one potrwać do lat 4. Jednak pamiętajmy, że im większe dziecko, tym łatwiej potrafi radzić sobie z ogarniającymi je emocjami. Pozostaje więc mieć nadzieję, że jak każdy okres w życiu malucha – i ten w końcu minie. Jak to mówią „łatwo przyszło, łatwo poszło”.

I pamiętajmy – przytulanie pomaga wyzwolić się z negatywnych uczuć, łagodzi napięcie, uspokaja. Mamy więc silną broń na lęki, w zasięgu ręki 😉

A jak to było u Waszych pociech? Jak szybko przeszły przez ten trudny okres i jak Wy, mamy, zniosłyście te huśtawki emocjonalne? 😉

Podobne posty