Jedna z moich ulubionych blogujących mam – Misako – napisała bardzo dobitny post, mówiąc samą prawdę o rozpieszczonych i rozwydrzonych dzieciakach. Szczerze powiedziawszy zgadzam się z nią, też nie lubię obcych rozwrzeszczanych dzieci. Ale nie to jest najgorsze – najbardziej nie lubię ich matek.
Przedwczoraj miała miejsce taka sytuacja – jedziemy sobie autem przez jedną z okolicznych wsi. Poboczem idzie czteroosobowa rodzina: rodzice, dziecko w wózku i dziewczynka około lat czterech. Młoda panna idzie środkiem drogi. Jej mama wybiega po nią ciągnąc ją za co popadnie i zgarniając na bok jezdni. Szarpią się. We wstecznym lusterku widzimy obraz dziecka okładającego swoją matkę. „Przemoc rodzi przemoc” – skwitowałam.
W głowie pojawiła mi się myśl – w jakich warunkach wychowywana była ta mama? Czy z kolei jej matka dała jej ciepło, miłość i zrozumienie…? Czy może w jej rodzinnym domu rządziły krzyki, zakazy i kary? Na pewno… To bardzo smutne. Teraz ta dziewczyna wychowuje tak swoją córkę, w atmosferze przemocy, krzyku i terroru. To dziecko wyniesie z domu dokładnie to samo, a taki model wychowania będzie ciągnął się przez pokolenia.

Żal mi tak samo tego dziecka, jak i tej matki…

Nie mamy całkowitego wpływu na zachowanie własnych dzieci, szczególnie w wieku, w którym dopiero uczą się świata. Jednak sposób w jaki reaguje dziecko na różne sytuacje, takie jak zwrócenie mu uwagi, daje nam rzetelny obraz jego wychowania i sytuacji rodzinnej. I niesamowicie wkurza mnie, gdy rodzice zasłaniają się słynnym „buntem dwulatka” pozwalając dziecku na wszystkie wygłupy i w żaden sposób go nie upominając…
A już totalnie alergicznie działa na mnie straszenie, krzyk czy podnoszenie ręki na dziecko! Z przykrością stwierdzam, że takie zachowanie to wychowawcza porażka samych rodziców.
Wiem wiem, większość z Was powie – wymądrza się, bo ma jeszcze małe dziecko, które nie broi. Zobaczymy jak jej dzieciak podrośnie… Wychowanie zaczyna się w głowie rodzica. Nastawienie do dziecka i umiejętność opanowania własnych emocji to sztuka. Cały czas nad tym pracuję.

Dziś natomiast kiedy cierpliwie czekałam na swoją wizytę u pani doktor, w przychodni siedziała mama z chłopcem. Miał mniej więcej 5 lat. Przyglądałam się z uwagą jemu i owej mamie. Chłopczyk powyrzucał na podłogę wszystkie rzeczy z torebki mamy, otworzył gumy do żucia, większość ponadgryzał, a to co zostawało mu w buzi od razu wypluwał na podłogę. Mamusia przytakiwała mu mówiąc „wiem, te są niedobre, mama kupi ci słodkie owocowe gumy”. Po tym jak znudziła mu się ta zabawa, zaczął wspinać się na ławki i ich oparcia. Mama dodała „uważaj kochanie bo spadniesz”. Nie zwróciła mu uwagi, że tak się nie robi, nie wytłumaczyła jak powinien się zachować…
Nie rozumiem matek najpierw pozwalających swojemu dziecku na wszystko, a później karcących je za to, że zrobiło coś źle. Skoro nie ma rozeznania co jest dobre, a co złe? Przecież nikt go tego nie uczy… Dlaczego dzieciom się nie tłumaczy, a od razu krzyczy? Dlaczego wśród matek, które przecież tak kochają swoje dzieci, tyle przemocy, siły, nerwów i nienawiści? Skąd się biorą te negatywne emocje? Za dużo tych pytań. Jedyną odpowiedzią jaką znam –  za mało miłości…
Nie wińmy za wszystko dzieci, one są wizytówką rodziców…
Zastanawia mnie dlaczego rodzice są tak bardzo sterroryzowani przez swoje dzieci? Wiadomo, każde dziecko jest inne, każde ma swój charakter i swoje dziurki w nosie. Ale na litość boską! To właśnie rodzice są od kształtowania osobowości dziecka, od uczenia go co wypada a co nie! Czy się mylę?

Podobne posty

  • O matko jak ja się z Tobą zgadzam… Zastanawiałam się nawet ostatnio od czego to zależy i doszłam do takich samych wniosków. Dziwi mnie, że nawet jeśli rodzice dorastali w domu, w powiedzmy ciężkich warunkach, nie starają się samo stworzyć innych swojemu dziecku. Zawsze byłam przerażona histerią w sklepie, rzucaniem się na podłogę, biciem mamy przez dziecko itp. I na całe szczęście tego nie mam 🙂 Ja nie, ale moja koleżanka z kilka miesięcy młodszym dziewczęciem od mojego i owszem. I żal mi jej. A ja, cóż… Ja jestem dumna z mojej roli, mojej córy 😛
    Pozdrawiam! 🙂 I przepraszam, że tak się rozgadałam 😛

  • Myślę, że to głębsza sprawa, i skwitowanie jednym stwierdzeniem "za mało miłości" jest krzywdzące, przynajmniej w większości przypadków.
    Skąd takie zachowanie? Myślę, że składa się na to mnóstwo czynników: zmęczenie, stres, przeróżne problemy. Jeśli to wszystko wziąć do kupy i przemnożyć przez dłuższy okres czasu, to nie dziwmy się.
    Nie oceniałabym tak łatwo. Sama nieraz w nerwach i przez zmęczenie nie zachowuję się w stosunku do swoich dzieci tak jak bym chciała. Ale to nie znaczy, że ich nie kocham! a myśl, że jestem oceniana właśnie w ten sposób w jaki Ty to robisz doprowadza do dodatkowego stresu.
    Ale, jest tak jak piszesz : masz jeszcze małe dziecko i przez wiele nie przeszłaś. Jestem przekonana, że za kilka lat nieco zmienisz zdanie, szczególnie jeśli przyjdzie na świat rodzeństwo.

    Pozdrawiam.

  • Dokładnie jest jak napisałaś. Bo. To my rodzice kształtujemy swoje dzieci w wychowaniu. Przecież one się takie nie rodzą! Sztuką nie jest urodzić, lecz dobrze wychować…

    Kiedyś ją również byłam świadkiem sytuacji idąc w dość dużym mieście z dzieckiem na plac zabaw.
    Mama siedziała rozmawiając z inną mamą a dziecko tej Pani robiło co chciało! Blokowało innym dzieciom dostęp do atrakcji na placu, krzyczalo na inne dzieci, ironicznie się śmiało i nawet były przepychanki. A co na to matka? Nic! Kompletnie nic….nawet jak już została jej uwaga zwrócona ona dalej rozmawiała z koleżanką….brak słów!

    Pozdrawiam
    http://www.rodzinka2plus2.blogspot.com

  • Pełna zgoda, że rodzice (nie tylko matki) są odpowiedzialni za wychowanie dziecka, powinni kochać i być cierpliwy. Nie stygmatyzowałabym jednak matek, jako tych rozwydrzonych, po jednej złej w odbiorze sytuacji. Jestem matką dwóch córek i wiem, że nie wszystko zawsze wygląda na takie jakim jest. Dlatego staram się nie oceniać ludzi zbyt łatwo. Pozdrawiam.

  • Oj dziewczyny, wiem, że nie to chciałybyście usłyszeć, ale jeszcze wiele przed Wami. Za parę lat zmienicie zdanie. Ja tak samo twierdziłam kiedy urodziłam pierwszą córeczkę. Była aniołkiem, cudownym dzieckiem. Cichym, spokojnym, nierozrabiającym. Nie miałam problemu z tzw. buntem dwulatka. Mój pogląd na dzieci zmieniał się wraz z pojawianiem się kolejnym pociech. Uwierzcie, dzieci do roku są bezobsługowe. A kolki i nocne karmienia to nic w porównaniu z tym co czeka Was za rok, dwa. Polecam rodzeństwo dla tych dzieci, które macie a przyznacie rację. Czasem kiedy człowiek po całym dniu pracy zawodowej i domowej pada na twarz na prawdę trudno zachować zimną krew i nie warknąć na dziecko, które wisi przy nodze i piszczy, że nie może znaleźć swojej ulubionej lalki.
    Dlatego w ocenach innych byłabym powściągliwa. Pani z przychodni powinna zwrócić synkowi uwagę, o ile sytuacja ni jest przerysowana bo aż niemożliwa się wydaje. Ale mama z córką na spacerze?? Nie osądzajmy innych tylko po kilku sekundach wyrwanych z kontekstu.
    A jeśli chodzi o dwulatki, które szarpią, gryzą, rzucają się na podłogę – one inaczej nie potrafią okazać swoich emocji. Ich mózgi dopiero się kształtują. Uczą się jak powinny się zachowywać, bo skąd mają to wiedzieć??? Nikt na świat z taką wiedzą nie przychodzi. Dlatego tak ważne jest postępowanie rodzica w takich przypadkach. To nic strasznego ze dwuletnie dziecko tupie. Gorzej jeśli robi to 6-latek.

  • Zgadzam się przedmówczynią dodała bym tylko że przemoc tzn przysłowiowy klaps jest wynikiem słabości rodzica no ale cóż z obserwacji znajomych wiem że zdarza się nawet najbardziej kochającym rodzicą. Osobiście nie pochwalam i wiem że często ukaranie w ten sposób dziecka jest większą karą dla rodzica niż samego dziecka.

  • Może lepiej nie oceniać. Może wcale tak nie jest. Może są różni rodzice, różne dzieci, różne sytuacje. Jak wiadomo jesteśmy przede wszystkim ludźmi, kierują nami ludzkie potrzeby, emocje itp.To, ze matka szarpnęła dziecko które było na środku jezdni, to szczerze nie dziwię się. Przestraszyła się, może za gwałtownie zareagowała, odruchowo…może dziecko również się przestraszyło, i oddało mamie, nie zrozumiało, bo nie było czasu na wytłumaczenie i rozczulanie. może… Tego nie wiemy. Może ta matka będzie miała do końca zycia wyrzuty sumienia, że szarpneła swoją małą córkę. nie wiemy, albo tak jak piszesz, może bije swoje dziecko… nie wiemy i sie dowiemy. Także raczej nie możemy etykietować i oceniać. Znam dzieci które w swoim życiu nie zaznały aktu przemocy a biją swoich rodziców… ktoś by pomyślał, że dziecko pewnie nieźle dostaje wciery, ale to nie prawda. Dziecko jest jakie jest. Jedno jest aniołkiem inne diabełkiem… Znam rodzców, którzy bedac dzieckiem sami dostawali lanie codziennie, a teraz muchy by nie skrzywdzili, i ze spokojem wychowują swoje pociechy. Matka która pozwala swojemu dziecku na wszsytko w przychodni.. może bidulka jest osobą spokojną i nie potrafiaca okazac sprzeciwu, może byla zestresowana, moze dziecko to diabelek i jak zabronisz to pokaze różki, a ona nie ma charakteru zeby znosic cyrki i histerie przy ludziach, może mąż sie nad nia zneca psychicznie i nie ma prawa głosu w domu… no cóż moglabym wymyslac. Jedno jest pewne, nie oceniajmy. Każda z tych matek kocha swoje dziecko najmocniej jak tylko może, wychowuje jak najlepiej potrafi. i żadna nie jest idealna 😉 ot, paradoks macierzynstwa ;)pozdrawiam.

  • Zgadzam się przedmówczynią dodała bym tylko że przemoc tzn przysłowiowy klaps jest wynikiem słabości rodzica no ale cóż z obserwacji znajomych wiem że zdarza się nawet najbardziej kochającym rodzicą. Osobiście nie pochwalam i wiem że często ukaranie w ten sposób dziecka jest większą karą dla rodzica niż samego dziecka.

  • No zgadzam się! Byłam matką jedynaczki – aniołka i dziś wiem, że życia nie znałam…