Ciągle się słyszy o cesarkach na życzenie, co zazwyczaj bulwersuje tę część kobiet, które albo jeszcze nie rodziły i nie wiedzą co to ból porodowy, albo są już po tak łagodnym porodzie, że nawet nie zorientowały się, że ich dziecko jest już na świecie. A przecież są kobiety, które rodziły w niewyobrażalnych bólach i męczarniach, przez wiele godzin. Kobiety, którym nie miał kto pomóc, bo położna nie była zainteresowana, a lekarza zwyczajnie nie było. Nie dziwię się, że wizja porodu dla tych dziewczyn oznacza totalną traumę i przenikliwy strach.

A co z kobietami, które chcą rodzić naturalnie a nie mogą? A ja? Będąc w ciąży, myśl o porodzie mnie paraliżowała. Strach wybudzał mnie ze snu, miałam naprawdę okropne lęki.

 

Najgorzej było na przełomie szóstego i siódmego miesiąca. Termin porodu coraz to bardziej się przybliżał. Płakałam mężowi w rękaw, wciąż powtarzając, że nie dam sobie rady, że nie mam tyle sił, że nie zniosę bólu porodowego. W głowie już snułam plan, jak przekonać mojego lekarza, by wydał mi zaświadczenie o konieczności przeprowadzenia cc, a w między czasie zastanawiałam się nad odłożeniem pieniędzy na planowaną cesarkę tak, by domowy budżet na tym nie ucierpiał. Nie chciałam się męczyć, bałam się. Byłam tak przerażona, że nie wiem co było bardziej szkodliwe dla mojego dziecka – mój ciągły lęk, czy poród przez cc.

I tak z dnia na dzień, powoli zaczęłam oswajać się z porodem naturalnym, zapisałam się do szkoły rodzenia. Tak naprawdę wtedy zaczęłam bardziej oczekiwać na moje Maleństwo, niż bać się samego porodu. Zresztą, nie ukrywajmy, robiło się coraz to ciężej. Zastanawiałam się jak wyglądają skurcze, jak dostanę się do szpitala i czy to naprawdę aż tak bardzo boli.
Rozpoczął się 8 miesiąc. Wraz z rosnącym brzuszkiem pojawiły się pierwsze poważne trudności. Nie mówię tu o zakładaniu butów, ułożeniu się do snu, czy zobaczeniu swoich stóp. Bynajmniej. Mam raczej na myśli totalny brak kondycji, problemy z oddychaniem i zawroty głowy. Jak inaczej miała to tłumaczyć jak nie wysoką temperaturą, wielkim brzuchem uciskającym mi na płuca i przeponę, oraz dzieckiem, które totalnie się wierzgając, robiło we mnie rewolucje.
Oczywistym jest, że na wizycie lekarskiej o wszystkich dolegliwościach opowiedziałam mojemu doktorkowi. Wyniki krwi i moczu jak najbardziej w porządku. Miałam więcej odpoczywać, uważać na siebie. Jeszcze bardziej?! A potem pojawiły się napady duszności, zasłabnięcia, wirujący świat wkoło mnie. Spadki ciśnienia, kołatania serca. W ten sposób trafiłam do poradni kardiologicznej. EKG, Echo, w końcu Holter. Czekałam na wyniki dwa tygodnie, po czym znów mnie wezwano na powtórzenie badania, bo wyniki są „niejednoznaczne”. Jedyne co wiedziałam to że mam napadową arytmię serca, co poród siłami natury stawia pod wielkim znakiem zapytania. Lekarz wypisał mi receptę. W aptece wykupując leki, farmaceutka spytała czy to dla mnie. Przeczytała mi ulotkę. Lek który dostałam, miał wpływać hamująco na rozwój dziecka, na pracę jego serca, na działanie mózgu. Wyszłam z apteki z niewykupioną receptą. Zadzwoniłam do mojego doktorka, poradził, by zaufać lekarzowi. Ale jak mam ufać komuś, kto chcąc pomóc mnie, szkodzi mojemu dziecku?!
Przez jakiś czas zastanawiałam się co robić. Poradziłam się mojej położnej. Powiedziała, że jeśli nie będę mieć zdrowego serca, nie pozwolą mi rodzić naturalnie, a i przy cesarce mogą być problemy ze znieczuleniem. Lekarz nie wypisałby mi czegoś, co zaszkodzi mojej córce, ma doświadczenie z chorobami serca u ciężarnych, a dziecko jest już tak rozwinięte, że z pewnością lek nie wywoła skutków ubocznych. Producenci leków, na ulotce muszą wypisać wszystkie możliwe działania niepożądane, co nie znaczy, że trafią się one mojemu dzieciaczkowi.
Mimo tych zapewnień, nie byłam przekonana.

Czułam się fatalnie. Dusiłam się. Wiedziałam, że jeśli ja jestem niedotleniona, to mój Maluszek też. Nie chciałam cesarki! Nie chciałam rozcinania brzucha i wyciągania na siłę dziecka. Nie chciałam leżeć dwie doby na sali pooperacyjnej, sama, bez męża, bez dziecka. Jeszcze bardziej bałam się cc niż naturalnej potrzeby parcia. Nie straszne były mi już skurcze, ból porodowy, cięcie czy szycie krocza. Z całych sił chciałam rodzić naturalnie, ale… nie mogłam.

Z wielkim strachem i całą masą obaw wzięłam leki. Po kilku dniach nie było śladu po kołataniu serca, a wielki brzuch nie sprawiał problemów przy oddychaniu. Kolejny Holter wykazał co prawda nieprawidłowości, ale kardiolog wyraził zgodę na poród naturalny. Skakałam z radości! No dobra, nie mogłam się oderwać fizycznie od ziemi, ale cieszyłam się bardzo 🙂

Obawy są całkowicie normalne i naturalne, ale ze wszystkim trzeba mieć umiar. Przede wszystkim popadać w beznadzieją paranoję, gdzie człowiek sam się niepotrzebnie nakręca i nastawia na najgorsze.
Jak się okazuje poród mi nie straszny, a każdy ból jest do zniesienia. Przynajmniej ten, który mam już za sobą…

Podobne posty

  • Trzymam za Was kciuki !

  • Najważniejsze, żeby maluch urodził się zdrowo, droga jego przyjścia na świat nie jest przecież taka istotna! A co do strachu, to ja jakoś przez ciążę nie odczuwałam obaw przed porodem. A im bliżej, im ciężej było tym w ogóle wyczekiwałam go niecierpliwie. Urodziłam po terminie, więc już w ogóle moja irytacja brakiem akcji porodowej sięgała zenitu ;)) Ale po doświadczeniach z nim, pomimo że nie rodziłam długo i jako tako ból znosiłam, dopiero ostatnia faza była koszmarna, to jakoś tak podświadomie już boję się następnego, pomimo że jeszcze w ciąży nie jestem ;))

  • Za każdym razem kiedy poruszany jest ten temat mówię, że w tym przypadku jestem za prawem wyboru. Sama miałam dwa cc jedno planowe, drugie po 27h porodu. Gdybym miała rodzić kolejny raz spróbowałabym znowu sn, ale po dwóch cc jest to w zasadzie niemożliwe. Rozumiem jednak kobiety, które absolutnie nie chcą rodzić sn, strach w niczym nie pomaga,a już na pewno nie w porodzie więc dlaczego nie dać tym kobietom urodzić z godnością w taki sposób jaki sobie wybrały.
    Fajnie, że tobie udało się urodzić tak jak chciałaś i że pozytywnie to wspominasz 🙂

  • Mam identyczne obawy, chociaż poród był dla mnie niesamowity. Nikt nie powiedział, że następny będzie taki sam… Jedno wiem na pewno, w następnej ciąży bardziej będę oczekiwać na Maleństwo, niż bać się rozwiązania, chociażby miało zakończyć się cc. Najważniejsze, by dziecko było zdrowe!
    Jednak człowiek ubogaca się przez doświadczenia 🙂

  • Wspominam jak najbardziej pozytywnie! Darłam się w poduszkę, a mąż odliczał mi sekundy do następnego skurczu. Mimo wszystko widok Maleńkiej Istotki zawiniętej w żółty ręcznik i wpatrującej się we mnie, był… Zniewalający!
    Ja chcę jeszcze raaaaz! 😉

  • Ja przy pierwszym dziecku nastawiałam się na poród siłami natury i nie było dla mnie innej opcji! Skończyło się cięciem cesrskim i z początku byłam wściekła, ale z czasem uświadomiłam sobie, że to właśnie cc uratowało życie mojego maluszka. Przy drugiej ciąży od razu wiedziałam że bedzie cc ( lekarz mnie poinformował na początku ciąży) i przyjęłam tą informację dużo spokojniej. Ważny temat poruszyłaś i dzięki za to! Pozdrawiam http://www.mamowiesz.pl

  • Ja myślę, że największy strach wzbudza niekompetencja lekarzy, którzy robią wszystko (niestety nie w granicach rozsądku) by kobieta urodziła sn. Potem jest wypychanie, wakumowanie, porody kleszczowe itp. które nierzadko kończą się okaleczeniem, chorobami a nawet śmiercią dziecka. Lekarze jak fanatycy chcą uniknąć cesarki, czasem kompletnie nie mając na względzie tego, że dziecko może urodzić się przez np. ich zwlekanie niedotlenione. Niestety znam osobiście kilka przypadków gdy naturalny poród na siłę skończył się bardzo, bardzo, bardzo niedobrze…

  • Z kolei przy moim porodzie, kiedy naprawdę chciałam rodzić naturalnie, przyszedł lekarz i powiedział, że jeśli nie urodzę w przeciągu pół godziny albo kleszcze, albo cesarka. Nie, nie dlatego że życie Zosi było zagrożone, a dlatego, że nie chciało się im dłużej ze mną bawić – a rodziłam od podania oksytocyny, niecałe 3 godziny…

  • Nastawianie się na jedną opcję, nie jest dobre. Po ponad pół roku po porodzie wiem, że takie totalne nastawienie się na naturalne rozwiązanie ciąży, w innym wypadku grozi depresją – a niestety znam taki poważny przypadek.
    Doświadczenia na szczęście nas wiele uczą i przy następnej ciąży będę dążyć do tego, by wszystko skończyło się jak najlepiej dla malucha. A jak mnie przyjdzie to znieść i w jaki sposób, to już się okaże 🙂

  • Mimo traumatycznego 19h porodu, to drugi raz też bym chciałam SN. A jako że nie planuje to się mogę wymądrzać 😉 w trakcie blagałam o CC ale teraz post factum cieszę się, że tak to się nie skończyło. Wydostanie dziecka na świat ostatkiem sił udowodnił mi, że mogę rządzić światem 😉 jak to przetrwałam przetrwam wszystko ;))