W prawie każdej pełnej rodzinie jest tak, że to mama jest od wszystkiego, mama wszystko wie, mama wszystko zrobi, poradzi. Kiedy dziecko się uderzy, biegnie do mamy z płaczem, bo wie, że mama pocałuje i wszystkie boleści znikną. Dlaczego takich mocy miałby nie mieć tata…?

W poprzednich pokoleniach utarł się zwyczaj, że matka zajmuje się domem i wychowaniem dzieci, a ojciec, jako głowa rodziny, ma za jedyny swój święty obowiązek, zapewnić swoim najbliższym stabilną sytuację finansową. Jednak czasy się zmieniają, a relacje w rodzinie zaczynają wyglądać inaczej. Teraz rodzice pracują razem i razem zajmują się potomstwem, a równomierny podział domowych obowiązków jest zupełnie naturalny. Ojcowie chcą odgrywać większą rolę w wychowaniu dzieci, chcą z nimi przebywać, chcą zwyczajnie być. Jednak mimo wszystko jest tak, że to mama jest najważniejsza. Dlaczego? Czy to przez więź wytworzoną już w życiu płodowym? Czy przez karmienie piersią? Ale przecież wiele mam nie karmi piersią, a mimo wszystko… Dotyk mamy działa cuda! Jeden całus koi ból, przytulenie uspokaja, a dźwięk matczynego głosu przegania wszystkie lęki i dolegliwości. To wszystko jest piękne, tylko czy naprawdę nie da się wypracować takiej relacji na linii dziecko – tata?

Kolejna sprawa: dzieci uznają, że to mama jest totalnie decyzyjna, co za tym idzie, autorytet ojca zostaje nieco zdegradowany. Może dzieje się tak dlatego, że to my, kobiety, zawsze wiemy wszystko najlepiej i jesteśmy najmądrzejsze? Ile razy każdej z nas zdarzyło się pouczać swojego męża czy partnera, w dziedzinie opieki nad maluchem? W czasie gotowania, prasowania czy sprzątania? Po prostu chcemy, by czynności które wykonuje nasz mężczyzna, były totalnie zgodne z naszymi oczekiwaniami; by mężowie robili dokładnie to samo, a przede wszystkim TAK SAMO jak my. Dlaczego? Bo uważamy, że wiemy to najlepiej. A czemu nie pozwolić Tacie przebrać dziecku pieluszki, chociaż miałoby się to zakończyć noszeniem przez dzieciaka pampersa tył do przodu?
Przez ciągłe pouczanie i nakłanianie mężczyzn do szczerego wypełniania naszych oczekiwań i przekonań, dajemy dziecku taki oto obraz: „jeśli tata coś robi, to mama zawsze go poprawia. A skoro mama zawsze poprawia tatę, to znaczy że on cały czas coś robi źle. W takim razie idę do mamy, bo tato z pewnością nie ma racji”. Stąd właśnie bierze się sto pytań do mamy i jedno do taty: gdzie jest mama?”Prawda jest taka, że nasi prapradziadkowie w grobach by się przewrócili, gdyby dowiedzieli się, że ojciec dziecka może i chce być przy porodzie. Współcześni ojcowie poszli z duchem czasu, chcą wypełniać swoją rolę, pomagać jak najwięcej matkom swoich dzieci. Co najważniejsze, zwiększyła się w nich świadomość trudu macierzyństwa. Poza tym wszystkim, bycie tatusiem stało się modne. Nowoczesny tato (zazwyczaj) nie ma problemu z noszeniem dziecka w chuście czy zostawaniem z dzieckiem w domu na urlopie ojcowskim, ku chwale kariery swojej żony.
Skoro mężczyźni tak bardzo przejęli się swoją rolą, to czemu ich w jakiś sposób ograniczać? Wiem wiem, instynkt macierzyński… Tylko może się okazać, że to właśnie Tato jest niezastąpiony przy codziennej kąpieli i że nikt tak jak Tatuś nie potrafi rozbawić dziecka, nawet jeśli łączy się to z podrzucaniem niemowlaka pod sufit. Ojcowie mają swój sposób na otoczenie opieką i wychowanie małego człowieka. Nawet jeśli jest on odmienny od naszej wizji, czy to oznacza, że jest w jakiś sposób gorszy..?

 

Podobne posty

  • Oj chyba to nie jest przyczyna. Zgadzam się z tym, że wiele kobiet tak własnie robi. Mój mąż miał zawsze duży wkład w opiekę nad dziećmi. Nie przypominam sobie, żebym go strofowała czy poprawiała przy dzieciach. I właśnie tata jest niezastąpiony przy kąpieli. Tata najlepiej czyta bajki na dobranoc i z tatą najfajniej się myje zęby. Jednak jak trzeba pocałować czy pomasować bolące miejsce, jak trzeba ukoić żal czy frustracje, jak jest konflikt z siostrą, to kiedy w pobliżu jest mama to tata może nie istnieć. Nie wiem na czym polega ten fenomen, bo zrobiłam wszystko co w mojej mocy, żeby zdjęć trochę tych obowiązków i odpowiedzialności z moich barków. Min staram się nie być totalnie decyzyjna i dzieci często słyszą, że w tej sprawie mają skłądać interpelację do taty a mimo to i tak przychodza pytać najpierw mnie :/

  • Tylko skąd się to bierze..?

  • Świetny post, a zmiana wyglądu bloga na plus:)

  • Właśnie często my ograniczamy ojców w opiece. Adaś ma swoje zajęcia z tatą, które są nie do zastąpienia 🙂

  • Mój mąż był bardzo zestresowany jak urodziła sie pierwsza córka ale nie stałam nad nim i go nie poprawiałam chciałam żeby dobrze poczuł sie dobrze w swojej roli i pewnie przy dziecku 🙂

  • No to podziwiam – bo ja od momentu pierwszego ubrania Zośki przez mojego męża, jeszcze w szpitalu, gdy założył jej kaftanik na śpiochy – poprawiałam go, gdy robił coś nie tak. A może to były tylko dobre rady…? Teraz już zluzowałam 😉

  • Tata to tata, tak samo jak mama jest nie do zastąpienia! 🙂

  • To dopiero początek zmian… 😉