Ciąża to kapryśny stan – raz Ci jest źle, raz jeszcze gorzej, a jak już czujesz się pełna energii i jesteś pełna wiary, że możesz wszystko, to dzwoni właśnie budzik. Nie no, żartuję. Kobiety różnie przeżywają ciążę. Dla niektórych to czas, w którym jedyne co się zmienia, to rosnący brzuszek, dla innych – dziewięć miesięcy morderczej katorgi i zmagania się z wymiotami, opuchlizną, leżeniem plackiem i wciąż przybywającymi kilogramami. Jak by o niej nie mówić – ciąża jest wspaniała! I śmiem twierdzić, że niemalże każda kobieta czasem tęskni za mieszkającym pod sercem maluchem.

 

Przyjmijmy roboczo, że nie jesteś jedną z tych szczęściar, które tyją do rozwiązania 8 do 10 kilogramów, po powrocie ze szpitala mieszczą się w jeansy sprzed ciąży, nie biorą L4 i chodzą do pracy do samego rozwiązania. Powiedzmy, że nie masz nic wspólnego z tą wspaniałą, aczkolwiek mglistą perspektywą przyszłej matki.
Pozostaje Ci być zwykłą ciężarówką – bez nadludzkich mocy. Pierwszy trymestr spędzasz głównie w łazience, albo w śpiąc łóżku. W drugim jesteś w stanie podnieść się do pionu, ale z racji rosnącego brzucha, ciągle nie masz się w co ubrać, więc marudzisz ile fabryka dała. Ostatnie trzy miesiące to istna masakra – nie poznajesz swoich stóp – ba, nawet ich nie widzisz, zapewne już dawno wyrzuciłaś wagę łazienkową przez okno, bo na pewno się zepsuła i trzymasz się kurczowo miejsc, w których masz blisko do toalety. Inaczej twój pęcherz narobi Ci obciachu – przecież nie chciałabyś się zsikać w miejscu publicznym…
Nie pozostaje Ci nic innego, jak zaakceptować taki stan rzeczy i zacząć radzić sobie z zaistniałą sytuacją. Do pełni szczęścia potrzebny jest Ci jedynie mąż, partner lub oddana przyjaciółka. Oczywistym jest, że Twój odmienny i błogosławiony (błogosławiony? kto go tak nazwał?!) stan ma swoje prawa, więc nawet jeśli sama jesteś w stanie ugotować obiad, posprzątać czy zrobić zakupy – zwyczajnie tego robić nie musisz. Opcja „leń patentowany” może być wykorzystywana przez Ciebie przez cały okres trwania ciąży, jednak pamiętaj, że inteligentny towarzyszący Ci człowiek, prędzej czy później zorientuje się, że symulujesz. Dlatego warto ograniczać załączanie tego trybu. Ja pozostawiłam go w opcji „ON” przez dziewięć miesięcy i na bank mój mąż nie da się na to nabrać następnym razem… 😉
Plusem jest to, że możesz prosić o wszystko – czego tylko dusza zapragnie – bo przecież ciężarnym się nie odmawia. A chyba nikt z Twojego otoczenia nie chciałby być zjedzony przez przysłowiowe myszy? Niech żyją zachcianki! 🙂
Jak Wy znosiłyście ciążę? Pozwalałyście sobie na leniuchowanie? 😉

P.S. Post nasiąknięty sarkazmem! 🙂

Podobne posty

  • Nasza ciąża od początku była ciążą wysokiego ryzyka dlatego lekarz już w 8 tygodniu wypisał mi zwolnienie lekarskie i zalecił uważać na siebie. Badanie USG wykazało, że serduszko Synka bije za wolno i był strach, że nasze Maleństwo nie przeżyje.
    Na szczęście udało nam się pokonać tą przeciwność i serduszko unormowało się. W dalszych tygodniach okazało się, że mam cukrzycę ciążową więc musieliśmy co 2 tygodnie jeździć do Matki Polki do Łodzi do diabetyka. Była restrykcyjna dieta, 4 razy dziennie mierzyliśmy glukometrem cukier później pojawiła się nawet insulina.
    W 30 tygodniu okazało się, że mam zapalenie obu nerek. Wiązało się to z długoterminowym pobytem w szpitalu oraz kroplówkami, antybiotykami i bólem. Poskutkowało to przedwczesnymi skurczami i niestety ciąża musiała być do samego końca podtrzymywana.
    Zalecenia były takie, że nie mogę nic robić, przemęczać się, nawet wchodzić po schodach.

    http://www.zaraz-wracam.pl

  • Moja każda ciąża zagrożona od mniej więcej 25 tygodnia. Więc leniuchowanie to dla mnie nie wymówka a obowiązek, niestety. No a pierwsze trzy miesiące mdłości jakich nikomu nie życzę. Ale wszystko idzie przetrwać dla malucha, który właśnie kopie mnie po zebrach 😉