Kiedy słuchałam opowieści o porodzie, niemalże wszystkie kobiety mówiły, że rodziły cały czas leżąc na łóżku. Potem gdy sama zaszłam w ciążę, zaczęłam interesować się przebiegiem porodu, możliwościami zredukowania bólu i tym czego mogę i powinnam wymagać od mojej położnej. Wiedziałam o różnych pozycjach porodowych, jednak nie bardzo potrafiłam sobie to wyobrazić, mnie rodzącą kucając czy klęcząc na podłodze. Też myślałam, że najlepiej, najbezpieczniej i najwygodniej będzie mi leżąc plackiem na łóżku. Rzeczywistość okazała się jednak zgoła inna…

Rodzenie na leżąco jest wbrew naturze kobiety! Wbrew grawitacji. Sam fakt naturalnej potrzeby ruchu świadczy o tym, że najlepsza zarówno dla kobiety jak i dla dziecka jest aktywność przy porodzie. Dodatkowo, prawnie uporządkowane jest, by kobiety mogły rodzić w wybranej przez siebie pozycji, a położna dostosowała się do wymagań rodzącej. Wszystkie położne powinny przejść przeszkolenie z odbierania porodów w pozycjach wertykalnych, powinny współpracować z rodzącą, słuchać jej potrzeb, jednocześnie pomagając w jak najszybszym urodzeniu malucha. Położne nie mają natomiast prawa narzucać kobiecie pozycji porodowej czy sterować parcia. To ważne, by przygotować się również od strony prawnej do porodu.

Jak było mi najwygodniej rodzić?

  •  na stojąco – chodzenie, przyspiesza poród, a sama pozycja pionowa, wraz z cudownymi właściwościami grawitacji, pomaga zejść dziecku w kanał rodny. Koniecznie z zawieszonymi na szyi męża rękami, by nie stracić równowagi, lub by zwyczajnie siła skurczu nie zwaliła z nóg.
  • na piłce – bujając się, skacząc, kręcąc biodrami – bardzo mi to pomagało, nie tylko uśmierzając ból, ale i rozluźniało miednicę, co potem bardzo ułatwiało parcie.
  • kucając przy drabinkach – wtedy, gdy położna wraz ze skurczem kazała mi kucać trzymając się mocno drabinek – nienawidziłam jej z całego serca. Wymagało to ode mnie dużo siły w nogach i rękach, a ciąża zabrała mi całą kondycję… Jednak ta porodowa pozycja sprzyjała się obniżaniu główki dziecka i skracaniu mojej nienaruszonej do tamtej pory szyjki.
  • klęcząc na worku sako – ooo to zdecydowanie moja ulubiona pozycja! Klęczałam, podpierałam się łokciami i beztrosko, aczkolwiek całkiem naturalnie machałam na prawo i lewo moimi pokaźnymi bioderkami 😉 W czasie skurczu w pięściach zaciskałam worek, gryzłam i darłam się w podłożoną mi pod twarz poduszkę, a zewnętrzną częścią stopy, waliłam ile sił w podłogę – pomagało! A ruszanie biodrami przy porodzie, naprawdę działa rewelacyjnie!
  • leżąc na boku z nogą w górze – kiedy przymusowo musiałam się kłaść na łóżko – na badanie ktg – położna kładła mnie na boku, jedną nogę zakładała mi na podnóżek, by była w górze. Generalnie nie mogłam znieść skurczów na leżąco, ale na boku było jakoś lepiej. I szyjka się pięknie skraca w takiej pozycji.
  • na siedząco – tak finalnie urodziła się Zosia. Dużo łatwiej jest przeć siedząc, niż leżąc.

Czego nie polecam? Biernego leżakowania i czekania na ulgę – bo dopóki nie wypchniemy bobasa z brzucha, ulga nie przyjdzie! Dlatego należy ułatwić i sobie i maluszkowi przejście przez ten trudny czas.
Skurcze w pozycji poziomej, nasilają się. Przynajmniej ja tak to odczuwałam. Za każdym razem, gdy musiałam wchodzić na łóżko do badania, błagałam bym mogła już zejść. Usiąść, stanąć, ruszyć się z miejsca. Dlatego choć wiem że to trudne, trzeba się zmobilizować, trzeba wierzyć w swoje siły i przede wszystkim – słuchać swojego ciała. Natura naprawdę zna się na rzeczy 🙂

 

Podobne posty