Jak to naprawdę jest kiedy w Twoim ciele poczyna się dziecko? Gdy Nowe Istnienie znajduje swój dom w Twoim brzuchu, a Ty z dnia na dzień musisz zmienić swój styl życia niemalże o 180 stopni? Nie wiem jak Wam, ale mnie nie wszystko przyszło z łatwością…

Zrobiłam test, dwie krechy, jestem w ciąży. Ok. Przyjęłam do wiadomości. Cieszyłam się i bałam jednocześnie. Tak, wiem, to całkowicie normalne.
Mijały tygodnie, które skrupulatnie liczyłam. Pierwsze usg, bicie serduszka. Niesamowite! Byłam podekscytowana. Brzuszek mi rósł, a z nim rosły moje problemy…
Od początku miałam problem z mówieniem do mojego dziecka, z głaskaniem się po brzuchu, z akceptacją mojego błogosławionego stanu. Dlaczego? Nie wiem do tej pory. Wiem tylko, że przepełniały mnie mieszane uczucia co do ciąży. Cieszyłam się, że jestem w ciąży, ale cholernie obawiałam się zostania mamą.
Miałam lepsze i gorsze chwile, wizja porodu paraliżowała mnie całkowicie.
I przyszedł przełomowy dla mnie czas między szóstym a siódmym miesiącem. Do tamtej pory wszystko tłumiłam w sobie, bo wstyd mi było przyznać się mężowi, że nie czuję więzi ze swoim dzieckiem. W końcu nie wytrzymałam, rozpłakałam się i nie mogłam przestać… Po kilku godzinach R. wyciągnął ze mnie wszystko to, co mnie tak bardzo bolało… Nie chciałam żeby tak było, bałam się, że moje dziecko czuje się niechciane czy niekochane. Chciałam je urodzić, chciałam by było zdrowe, ale czy to była miłość…? Nie wiem do tej pory.
Płakałam, bo bardzo się bałam chwili, gdy je zobaczę. Czy będę umiała je pokochać? Czy dam radę urodzić moją córkę? Przecież jedynymi gestami czułości na jakie było mnie stać, to mówienie do dziecka „Zocha weź przestań”, albo „Zośka, nie kop mnie”.
Nie mogłam przeżyć tego, że mój R. jeszcze przed narodzinami Zosi, był bardziej tatą niż ja mamą. Oczywiście dbałam o siebie i o dziecko najlepiej jak mogłam, ale w tamtej chwili ogarnęło mnie totalne zwątpienie. Czy będę dobrą matką? Czy pokocham to dziecko? Czy będę potrafiła się bezgranicznie poświęcić? Przecież sama ciągle będę zmęczona… A co mnie to będzie obchodziło, że dziecko płacze bo jest głodne, ja będę śpiąca, to też dla mnie ważne… Te i milion innych głupich pytań i jeszcze głupszych odpowiedzi kołatało mi się po głowie.
Wiele Was pomyśli „jak tak można myśleć będąc w ciąży”, ale uwierzcie mi, że można. Długo uczyłam się miłości, by wreszcie w dziewiątym miesiącu ciąży niecierpliwie czekać na moje Maleństwo.

Teraz oczywiście nie wyobrażam sobie życia bez Zosi, różnica jest taka, że teraz już jestem mamą z prawdziwego zdarzenia. W ciąży mogłam sobie to wszystko tylko wyobrażać, teraz żyję macierzyństwem cała.
Z własnego doświadczenia wiem, że nie da się nie kochać Istotki, której serce bije pod własnym sercem. Która jest całkowicie zależna od mamy. Nie da się nie odpowiedzieć na potrzeby dziecka, nie da się ich zignorować, przejść wobec nich obojętnie, lub własną wygodę postawić nad wygodę dzieciaczka. Po prostu się nie da…

Jednak pierwsze doby po porodzie to endorfiny, euforia, zmęczenie i poczucie odpowiedzialności. Wizja nie wywiązania się z matczynych obowiązków wisiała nade mną jak kat, więc pierwsze tygodnie byłam matką-robokopem. Zmęczona, niewyspana, z zawsze wypełnionymi do cna cyckami, gotowa by w sekundzie wstać i nasycić swe dziecię. Nawet budziłam się by sprawdzić czy oddycha, a każde jej kaszlnięcie czy głębszy oddech zrywały mnie na równe nogi.
A teraz kiedy wstaję w nocy po raz czwarty by nakarmić Zofię, kiedy patrzę na nią jak ma złożone rączki, jak przytula się do mnie, gdy przez sen się uśmiecha wiem, że  – prawdziwa, gotowa do najwyższych poświęceń – miłość przychodzi z czasem…

 

Podobne posty

  • G.

    Miłość do dziecka nie rodzi się od razu. Pamiętam, że przez 3 pierwsze miesiące po porodzie tak naprawdę nie wiedziałam, co czuję. Byłam wykończona, niewyspana, sfrustrowana problemami z karmieniem. Miłość zaczęła się pojawiać dopiero później. A teraz to już w ogóle jest szał 😉

  • Zgadzam się z tym, co napisałaś
    alexanderkowo.blogspot.com

  • Z pierwszą córką też miałam podobnie – zmęczenie i stres zabiły te najpiękniejsze uczucia. Teraz z synkiem to co innego. Kocham go szalenie i rozkoszuję się tą miłością bo stresu już nie ma 🙂

  • U mnie to nawet nie był stres – po jej narodzinach po prostu stałam się mamą i musiałam przywyknąć do nowej roli… Mam nadzieję, że następnym razem obejdzie się bez takich sytuacji 😉

  • oh, kocham moje dziecko najbardziej na świecie 😉 nawet jak wstaje co godzinę w nocy 🙂

  • Jesteś młoda, miałaś prawo się bać 🙂 A teraz masz piękną córeczkę 😉