Jeszcze w ciąży postanowiłam, że konieczne jest zakupienie chusty. O tym jaką wybrałam i czym się kierowałam przy wyborze znajdziecie w sierpniowym poście: chustowanie

Wtedy, gdy pisałam nie miałam tak naprawdę pojęcia o noszeniu własnego dziecka w chuście…

Po narodzinach Zofii i powrocie do szpitala, byłam skłonna omotać ją chustą i od razu nosić ją blisko siebie. Jednak z racji obaw mojego otoczenia, nawet jeśli już ją nosiłam, to bardzo krótko, bo wszyscy powtarzali mi, że jest za malutka, że jej kręgosłup na tym ucierpi. Sratytaty. Odpowiednie wiązanie wystarczy, by dziecku nie stała się krzywda, a mama i maluszek czuli się komfortowo.

Z biegiem czasu Zosinek częściej siedziała przy moim brzuchu. Z tym że początki były dla nas obu dość hmmm… trudne? Ja nie do końca byłam pewna czy dobrze ją usadowiłam w chuście, a Zofia nie była chyba zadowolona, bo dłuższe siedzenie w chuście kończyło się krzykiem. Ale dni mijały, a wiązanie stało się dla nas obu przyjemnością. I teraz kiedy Zofia ma możliwość przyglądania się z góry jak zmywam, sprzątam czy prasuję – jest przeszczęśliwa!

Do tego to poczucie bezpieczeństwa! Niesamowite jak bardzo bliskość mamy uspokaja dziecko… A to działa w dwie strony – ja mogę robić niemalże wszystko, nie musząc co chwilę zapewniać rozrywek małej, a Zonia przy mnie nie narzeka, nie marudzi.
I to co podoba mi się najbardziej – noszenie w chuście pozwala na nieprzerwany kontakt dziecka z rodzicem (u nas tylko z mamą, bo tata na razie zarzeka się, że z chustowaniem nie chce mieć nic wspólnego – a to przykre…). Noszenie dziecka przy sobie, to jeden z siedmiu filarów Rodzicielstwa Bliskości. O tym jak spodobało mi się to podejście i jednocześnie o konserwatywnych w tym przekonaniu matkach będzie post za kilka dni. Podeślę też książkę, na którą natrafiłam przypadkiem, a którą teraz przerabiam. No ale wracając do tematu – jest wiele plusów noszenia w chuście, o których każda chustująca mama wie 🙂

Moje osobiste odczucia: chusta to jeden z najlepszych zakupów jakie zrobiłam przed narodzinami Zosieńki. Jeszcze tylko muszę zainwestować w kurtkę 2 in 1, lub uszyć sobie dopinany brzuszek, by móc w zimie nosić Zofię omotaną chustą pod moją kurtką 🙂
Chusta daje poczucie bezpieczeństwa zarówno mnie jak i Zofii, jest świetnym wyjściem dla pracujących w domu mam.
Wiadomo że poza dobrymi stronami są i minusy takiego rozwiązania – jeśli wiążesz dziecko na plecach, możesz spodziewać się, że stracisz włosy, które zwisają na twojej szyi. No i po dłuższym chustowaniu boli kręgosłup, ale do wszystkiego idzie się przyzwyczaić.

Podobne posty

  • Fajnie, że chusta się sprawdza. Moja córa miała do niej awersję a na synku nawet nie próbuję 🙂

  • u nas chustowanie działa! 🙂 Ja nauczyłam się sprawnie wiązać a Zonia grzecznie siedzieć 😉