Świąteczne piosenki w radio, sprzątanie domu, gotowanie, pieczenie, wymyślanie prezentów i kupowanie ich – czasem na siłę. Prasowanie sukienek i koszul, świątecznych obrusów, składanie serwetek na stół wigilijny… Pilnowanie by na kolacji było 12 potraw i w razie potrzeby podciąganie kompotu z suszu do rangi potrawy. Mówienie wszystkim „wesołych świąt”, wysyłanie świątecznych kartek, ubieranie choinki. Nucenie kolęd, łamanie się opłatkiem. Zjeżdżanie się na chatę całej rodzinki. Wszystko to takie piękne…
Och ile ironii i sarkazmu w poprzednim zdaniu! Ludzie szykują wielkie ucztowanie, siostry, bracia, wujki, ciotki, przyjeżdżają w odwiedziny. Dzieliłam się z nimi opłatkiem, wszystkim życząc tego samego…? Bo co tu innego życzyć poza przysłowiowym „zdrówka, szczęścia, pomarańczy…”. I to ciągłe jedzenie, picie, jedzenie, spanie, jedzenie. I wszechobecny telewizor… Przebywanie z ludźmi, do których w sercu mam żal o różne sprawy. Wszyscy razem, udający, że rodzinka jest wspaniała, że kochamy się najmocniej i nikt do nikogo nie ma o nic pretensji…

To tak w skrócie o tym jakie do tej pory miałam podejście do rodzinnych świąt…
Jak jest teraz…? Wszystko się zmieniło, narodzenie się Zofii zmieniło mnie, całkowicie. Od dawna z niecierpliwością czekam na święta – pierwsze nasze wspólne święta!
Piernik zarobiony, dojrzewa i czeka na wypieczenie. Pierwsza tura pierniczków upieczona – choć jutro całkiem się rozejdzie 😉 Prezenty dla najbliższych wstępnie wyszukane, a samo kupowanie ich sprawi mi wieeelką radość! Kartki świąteczne zaprojektowane, czekają na wykonanie i posłanie ich do caaałej mojej rodziny! Pierwszy raz wyślę je pod nowym nazwiskiem, z życzeniami od naszej trójki…
Nie mogę się doczekać, aż Zofia będzie mogła powiesić pierwszy raz w życiu bombkę na choince. Niecierpliwie czekam na jej uśmiech wywołany migocącym w kolorowych światełkach drzewkiem. Czekam na dzielenie się opłatkiem, pierwszy raz z moim R. i z całą moją najbliższą rodziną… W tym roku składając sobie życzenia, wszystkim powiem to, co płynie prosto z mojego serca…
Jestem pozytywnie nastawiona do gotowania i pieczenia, a w tym roku do wigilijnego stołu zasiądzie nas piętnaścioro, więc i zapasów musimy z mamą zrobić sporo 😉 Menu – na kolację wigilijną i święta – rozpisane. Czekam na kolędy Kynia Krawczyka, na przynoszenie z tatą choinki z piwnicy, na kupowanie nowych bombek. Na rozkładanie łańcuchów, na zastawianie świątecznego stołu. Śpiewanie kolęd w naszej muzykalnej rodzinie jest ogromną przyjemnością – tym bardziej, że nie odbywa się to bez dźwięków pianina, skrzypiec, fletu, gitary i śpiewu na trzy głosy 😉
Ogromnie tęsknię za moimi siostrami! Za siostrzenicami i jedynym rodzynkiem siostrzeńcem. Przygotowanie dla nich prezentów będzie dla mnie wielką przyjemnością 😉
Czekam na słowa ewangelii św. Łukasza ” w owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, by przeprowadzić spis ludności w całym państwie…”. I pierwszy raz w życiu Zofia będzie na Pasterce! A to dla mnie takie ważne… 🙂 Będziemy wszyscy razem! Będziemy cieszyć się każdą chwilą… 😉

Dziś Mikołajki, czyli wspomnienie Świętego Mikołaja. A my mieliśmy dzień na uczelni i zrobiono nam mikołajkowy prezent w postaci kolokwium… Na szczęście prawdziwy Mikołaj przyszedł oczywiście do Zosi i przyniósł jej niesamowite prezenty! Sanki znaleźliśmy po powrocie do domu 😉

Najbardziej wzrusza mnie całe moje szczęście. To, że mam mojego R., że mamy Córkę. Że Zosia jest z nami, każdego dnia uszczęśliwia nas od nowa… Urodzenie Zosi bardzo mnie zmieniło, sprawiło, że jestem całkiem inną osobą, lepszą, szczęśliwszą…

P.S. Poprawka : Nie LUBIŁAM świąt… – Teraz czekam na nie z niecierpliwością! 🙂

Podobne posty