Kim jest Tata…? Dla mnie to mój R. Dla Zosi połowa jej świata… Nie tylko ja w jego ramionach czuję się bezpiecznie…

Od samego początku, w zasadzie od pierwszej godziny oboje czuliśmy, że jestem w ciąży. Ale przeczucia przeczuciami, a pewność to pewność. Kiedy ostatni raz rozstaliśmy się w piątek wieczorem rozjeżdżając się do swoich domów, byliśmy niemalże pewni, że pod moim sercem zamieszkał Ktoś…
Kiedy ósmego grudnia ubiegłego roku, sama, w akademickiej łazience zrobiłam test ciążowy, spłynął na mnie jednocześnie ogrom radości i strach. Ugięły się pode mną nogi, na przemian śmiałam się i płakałam. Nie poczekałam na przyjazd R., zrobiłam ten najważniejszy w naszym życiu test sama. I to był błąd… Zabrałam mu ten widok, to pierwsze spotkanie się z do tej pory nam nie znanymi dwiema kreseczkami. Chciałam jak najszybciej nadrobić ten błąd, wysłałam do R. MMSa ze zdjęciem testu położonego na mojej dłoni… Płakałam, bałam się. Niecałe pół godziny później spotkaliśmy się. Wtedy R. wziął mnie w ramiona, przytulił mocno jak chyba nigdy dotąd. Zaraz położył rękę na moim brzuchu i pierwszy raz ucałował brzuch, w którym mieszkała już nasza maleńka Zosia…

Od tamtej chwili przestałam się bać, bo od owego ósmego grudnia tata był przy nas cały czas! Kiedy już musiał gdzieś wyjechać, ciągle był pod telefonem. Milion razy dziennie wypytywał o moje samopoczucie, chodził ze mną na każdą wizytę lekarską, nawet jeśli było to tylko rutynowe badanie. Na pierwszym USG, kiedy patrzył w ekran monitora widziałam, że to, co do tej pory było tylko jego wyobrażeniem, nagle przybrało realną postać. W tym zamazanym obrazie zobaczył swoje dziecko… Nawet gdy wróciliśmy do domu oglądał zdjęcia, na których tak naprawdę mało co było widać, ale wiedział, że niedługo pojawi się w jego życiu dziecko…
Całą ciążę obie byłyśmy pod najlepszą opieką, nie tyle lekarską, co taty! Jeżdżenie o 4 nad ranem i szukanie apteki w Zakopanem, nie było dla taty żadnym problemem. Przynoszenie mi posiłków o każdej porze dnia i nocy, spełnianie absolutnie KAŻDYCH moich zachcianek, bycie przy mnie dzień i noc…
Kiedy trafiłam w dziewiętnastym tygodniu ciąży do szpitala, był u mnie codziennie, spędzał ze mną każdą wolną chwilę, choć obowiązków mu nie brakowało. Wtedy też dowiedzieliśmy się, że w moim brzuszku mieszka dziewczynka! Początkowo miała być Hanią, jednak jak się okazało tylko dla mnie. Dla Taty od początku była Zosią…
Ale najlepszym egzaminem na bycie tatą okazał się poród Zofii. R. był przy mnie, nie puścił mnie za rękę nawet w najtrudniejszych dla mnie chwilach. Z niecierpliwością czekał na Zosię! Chociaż działo się tyle wokół mnie, że nie potrafiłam tego ogarnąć, widziałam z jaką wielką radością przecinał pępowinę i z jaką dumą pierwszy raz trzymał na rękach swoją córkę. Jego oczy były pełne podziwu dla maleńkiego Życia, pełne strachu i obawy o to nowe Stworzenie.
I tak od pierwszych dni jej istnienia, Zonia stała się miłością taty. Kochał ją od początku, czasem nawet za dwoje, kiedy ja przeżywałam kryzys związany z obawami o moje macierzyństwo, kiedy lęk mnie opanował, kiedy przestałam czuć, że jestem związana z moim dzieckiem, które było jeszcze w brzuszku… Trzymał rękę na moim brzuchu czekając na jakikolwiek sygnał z wewnątrz, a kiedy Zosia pierwszy raz zasadziła kopniaka wprost w dłoń taty, był niesamowicie szczęśliwy! 🙂 Cieszył się kiedy poznał co to czkawka dziecka w brzuszku, patrzył jak rośnie mój brzuch, odliczał czas do pojawienia się jej na świecie. Od początku wiedział, że będzie miał córkę. Skąd…? Nie wiem do tej pory.
W chwili kiedy przyszła na świat, życie R. zmieniło się całkowicie…
A jak jest teraz…?

Teraz nie ma dla mnie bardziej rozczulającego widoku, jak ten, gdy R. trzyma w swoich ramionach płaczącą Zofię, starając się ją uspokoić; gdy podnosi ją wysoko do góry wywołując u niej szeroki uśmiech; gdy wraca po 24 godzinach z pracy i mocno przytula Zonię do siebie… Może gadać z nią godzinami, nie stanowi dla niego problemu, gdy obudzę go niezależnie od godziny, by wstał i uspokoił Zosię. A Ona uwielbia przebywać z Tatą! ogromną radość jej sprawia bycie u Taty na rękach, gaworzenie, śpiewanie i ich ulubione wspólne słuchanie Queen’u.
Nie tylko dla mnie córa stała się oczkiem w głowie. Teraz jesteśmy rodzicami, jestem mamą, a R. Tatą. Tatą, przez duże „T”.
Dziękujemy Ci, że jesteś taki jaki jesteś. Najlepszy!

P.S. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego męża i taty dla moich dzieci! 😉

Podobne posty