Wreszcie post dla ciężarnych – ostatnio stałam się monotematyczna i gadam tylko o niemowlakach 😉 A więc zanim Wasz maluszek przyjdzie na świat, czeka Was moje kochane nie lada przeprawa… Ja osobiście wspominam czas pobytu w szpitalu bardzo przyjaźnie! 🙂 Postaram się podpowiedzieć Wam co warto zabrać ze sobą, a co jest niepotrzebne w trakcie kilkudniowego leżakowania w szpitalu.

Obowiązkowe elementy mojego szpitalnego wyposażenia to:

  • koszule do karmienia sztuk przynajmniej dwie. Ja gdybym mogła to bym się co trochę przebierała… Po porodzie organizm jest bardzo wyczerpany, co oznacza, że ciało poci się niemiłosiernie. Mnie najbardziej pocenie dokuczało przy karmieniu…
    Więc miejcie przygotowaną w domu jeszcze jedną koszulę – w razie gdyby pobyt w szpitalu wam się przedłużył, ktoś zawsze przywiezie wam świeżą piżamkę.
  • zwykła piżama – koszulka + spodenki – dla tych kobiet, które idą do szpitala wcześniej na wywoływanie porodu. Zapewne będziecie musiały poleżeć dobę zanim was zabiorą na porodówkę, a łażenie w tym czasie po szpitalu w koszuli opiętej i podciągającej się przez wielki brzuszek jest dość niekomfortowe… Ja żałuję, że ze sobą nie zabrałam takiego zestawu, przez co cały dzień poprzedzający poród przełaziłam w dresie.
  • poporodowe majtki bawełniane – tak wszędzie wychwalane, siateczkowe mnie się w zasadzie nie przydały, wolałam bawełniane – wielkie bo wielkie i do niczego się potem już nie nadają, ale dla własnego komfortu wolałam zainwestować w czystą bawełnę w rozmiarze XL. Siateczkowe też kupiłam, założyłam jedną parę i… zaraz ją z siebie ściągnęłam. Nie trzymały wkładów poporodowych i były sztuczne więc było mi w nich mega nieprzyjemnie.
  • wkłady poporodowe – koniecznie! ale nie osobiście wystarczyło jedno opakowanie, choć miałam zakupione dwa. Po dwóch dniach przeszłam na zwykłe podpaski – wiecie jak się dobrze wtedy poczułam…? 🙂 Także zaopatrzyć się należy i w zwykle używane w trakcie okresu „sprzęty” 😉
  • pomadka nawilżająca – MUST HAVE! Nie wyobrażam sobie funkcjonowania na porodówce i po porodzie bez pomadki – usta wysychają okropnie. Mnie podczas akcji porodowej R. smarował usta pomadką inaczej byłyby całe spękane i zalane krwią.
  • zgrzewka wody mineralnej 0,5l – podejrzewam, że na jednej się nie skończy i trzeba będzie dowieźć wam kolejną porcję. Ja pochłaniałam hektolitry wody po narodzinach Zosi. Do porodu też warto ze sobą zabrać wodę, choć nie w każdym szpitalu pozwalają na jej spożywanie. Pamiętajcie jednak, że w nowym rozporządzeniu zawarty jest zapis, że macie prawo do spożywania płynów przejrzystych podczas porodu. Mnie położna pozwalała bez problemu, ale doradziła by nie pić dużo wody, raczej co jakiś czas po małym łyczku lub tylko zwilżyć usta i wypłukać jamę ustną – uniknęłam tym samym wymiotów możliwych podczas skurczy partych.
  • sucharki ewentualnie wafle ryżowe – po porodzie będziecie bardzo głodne, a nie wiadomo jak potoczy się poród, czy naturalnie czy CC, więc i dieta będzie różna. Choć ja na początku bałam się jeść cokolwiek, żeby mi Zośka nie wyła w szpitalu – sucharki z masełkiem jadłam na potęgę 😉
  • maść do pielęgnacji brodawek – bardzo ważne! Osobiście polecam MALTAN – tłusta maść, bardzo skuteczna. I smarować się po każdym karmieniu, nawet nakładać sobie warstwę maści na wkładkę laktacyjną, wtedy sutki są miękkie, nie pękają. Nie wiem do końca jak z tą maścią jest jeśli chodzi o zmywanie jej przed karmieniem, dlatego ja na wszelki wypadek w pierwszych dniach życia Zosi, przecierałam piersi wilgotną chusteczką, zanim Zośka pochłonęła mojego cyca.
  • wkładki laktacyjne – na samym początku może ta laktacja nie jest jakaś szałowa, ale wkładki tak czy inaczej zapobiegną przeciekaniu i przebieraniu co chwilę. Konieczny element wyprawki szpitalnej.
  • skarpetki! Na co dzień nie używam, bo nie lubię, zawsze chodzę na boso. Ale po porodzie zdarzają się napady zimna z wycieńczenia organizmu. Skarpetki wtedy obowiązkowe 😉
  • ręczniki: kąpielowy i mały
  • klapki pod prysznic i kapcie – w zasadzie lepiej mieć dwie pary obuwia niż dwa w jednym – ja miałam schizę, że zaraz mi zawieje stopy i będę mieć zapalenie piersi… wolałam poruszać się po szpitalu w kapciach niż prysznicowych japonkach.
  • płyn do higieny intymnej – ten sam, którego używałyście w ciąży, by zminimalizować ryzyko wystąpienia jakiejś alergii. Ho ho, nie chciałabym być w sytuacji, gdzie mam świeżo szyte i obolałe krocze, a do tego jeszcze swędzącą alergię… ałaaa…
  • kosmetyki takie jak żel pod prysznic, pasta do zębów, szampon do włosów, czy dezodorant – tu zalecają najlepiej bezzapachowy, ale ja nie cudowałam – Zośce jakoś nic specjalnie nie przeszkadzało.
  • szczotka, szczoteczka, maszynka jednorazowa, gumki do włosów – jak macie długie włosy do porodu polecam zapleść sobie warkocza francuskiego – fryzurkę miałam niczego sobie ;-), tusz do rzęs – wiem, brzmi to irracjonalnie, ale naprawdę jak spojrzycie w lusterko to możecie się przestraszyć. Po porodzie byłam blada jak nie wiem, z fioletowymi podkowami pod oczami ze zmęczenia… A w dniu wyjścia do domu warto chociaż podmalować sobie rzęsy dla lepszego samopoczucia – mnie pomogło 😉
  • ciuszki dziecięce – nie za dużo bo i tak nie założy. Mnie najlepiej sprawowały się pajace – najwygodniejsze. Ewentualnie bodziaki ze spodenkami, bo kaftaniki i pół śpiochy były mi zbędne. Około trzech kompletów ubranek, świeżutkie na każdy dzień. Dziecko mało je na początku, więc w zasadzie mu się jeszcze nie ulewa, także nie ma co się obawiać, że zaraz trzeba będzie je przebierać. Warto jednak mieć naszykowaną w domu partię ubranek, którą w razie potrzeby, ktoś przywiezie wam do szpitala.
  • ubranie na wyjście ze szpitala – by nie zajmowało miejsca w szpitalnej torbie – w moim przypadku wielkiej walizce – również możecie je przygotować i zostawić w domu, do przywiezienia w dzień waszego wypisu.
  • staniki do karmienia – rzecz bardzo przydatna, warto mieć przynajmniej dwie sztuki ze sobą w szpitalu.
  • kocyk dla dziecka,
  • pieluszki tetrowe x2 i jedną flanelową
  • zapytajcie w szpitalu, w którym chcecie rodzić o kosmetyki dla dziecka – czy trzeba mieć swoje, czy szpital je zapewnia.
  • laktator – miałam pod ręką w razie nawału pokarmowego, jednak w szpitalu z racji wysokiego ryzyka przeniknięcia bakterii do przechowywanego mleka, nie pozwalają karmienia maluszka ściągniętym pokarmem z piersi, więc wszystko co ściągniecie idzie do zlewu. W przypadku karmienia piersią warto go kupić, jak nie w szpitalu to przyda się wam potem.
  • ładowarka do telefonu
  • ja zabrałam ze sobą jeszcze lampkę punktową, podpięłam pod łóżkiem i w nocy był to wynalazek rewelacyjny. Włącznik pod ręką, lampka dawała mi tyle światła ile potrzebowałam, bo kinkiety nad łóżkami dawały ostrym światłem, a noworodki lubią 3xC: ciepło, ciemno i ciasno 😉
  • aparat fotograficzny – zapomniałam zabrać na porodówkę i zdjęcia Zoni zaraz po narodzinach mąż robił telefonem, a lustrzanką jakość zdjęć byłaby o niebo lepsza. Ale miałam potem aparat ze sobą na sali – osobiście nie miałam ani głowy ani siły na robienie zdjęć, ale mąż mój cykał jej fotki raz za razem 😉 i tak mamy całą dokumentację z jej wizyty w szpitalu 🙂
  • PLAN PORODU – same go przygotujcie wcześniej w domu i dajcie położnej na porodówce – ja swojego zapomniałam… choć położna Ania i tak robiła wszystko to, co planowałam.

Jeśli coś mi się jeszcze przypomni dopiszę wam w komentarzu. Miałam ten post sklecić zaraz po powrocie ze szpitala, wtedy byłabym na świeżo, ale oczywiście zapomniałam…

Drogie mamy macie jeszcze jakieś propozycje odnośnie szpitalnej wyprawki? Może wam się coś bardzo przydało, czego tu nie umieściłam? Pomóżmy innym mamom w pakowaniu, przecież niedawno same miałyśmy ten problem… 😉

Podobne posty