Jak zostać mamą i nie popaść w paranoję? Jak nie być nadopiekuńczą mamusią? Jak dostać tytuł normalnej mamy, kiedy zostaje się nią po raz pierwszy…?

Mam dwie starsze siostry – obie dzieciate. Z noworodkami i maluszkami miałam styczność od małego, mogłam obserwować zachowania mam i się od nich uczyć. W ciąży czytałam książki o maluchach – te pisane na poważnie i te z przymrużeniem oka. Jednak wiedziałam, że nic ani nikt nie przygotuje mnie na tę chwilę, w której zostanę mamą, a na moją głowę spadnie tona nowych, nie znanych mi do tej pory obowiązków. I tak macierzyństwa do tej pory uczę się z dnia na dzień, ale wszystko to czego się obawiałam przychodzi samo. Karmienie, przewijanie, zajmowanie się Zosią i rozpoznawanie jej różnego rodzaju płaczów w zależności od potrzeby. Uczę się co dzień jak być dobrą mamą…

Parę dni temu natknęłam się w necie na artykuł odnośnie różnic w wychowywaniu pierwszego i kolejnego dziecka. Wszystkie mamy opowiadają o pierwszym dziecku, jakby były w totalnym amoku…
Na ten przykład, nie jestem mamą, która wyparza smoczka, za każdym razem kiedy wypadnie dziecku z buzi, a już broń Boże, gdy upadnie na podłogę. Nie sterylizuję co chwilę butelek i laktatora- zdarza mi się raz w tygodniu. Ubranek nie prasuję z każdej strony, a wszystkie ekstra modne sukieneczki i spodnie dżinsowe poszły na wstępie w odstawkę, bo postawiłam na wygodę, czyli body i pajace. Nie zwracam uwagi na to, czy ludzie się z nią stykający mają sterylnie czyste dłonie i czy aby na pewno na nią nie chuchają… Nigdy nie zapisywałam, z której piersi karmiłam, ani w przypadku odciągania mleka i podawania go w butelce – ile mililitrów zjadła Zośka i o której godzinie. Nie mam problemu z wyjściem do fryzjera czy do sklepu i nie katuję dziecka codziennie milionem zdjęć. Bez problemu zostawiam ją samą w pokoju kiedy muszę skoczyć do łazienki i nie wylatuję spod prysznica w ręczniku, kiedy płacze na rękach u taty. Na jej płacz nie reaguję paniką, choć bardzo go nie lubię. Nie myję jej już twarzyczki przegotowaną wodą przy codziennej kąpieli, ani nie przemywam jej pupki za każdym razem, kiedy zmieniam jej pieluszkę. Staram się interesować też innymi rzeczami i rozmawiać z ludźmi nie tylko o dzieciach, myśleć o studiach i robić to co lubię, mimo, że jestem mamą. Piszę bloga, realizuję się w tworzeniu rzeczy, które mnie cieszą. Czy to, że nie „chucham” na dziecko oznacza, że jestem złą mamą…?
Od kilkunastu osób usłyszałam już, że są pełni podziwu wobec mojego normalnego macierzyństwa, i że są w ciężkim szoku, że nie zwariowałam po narodzinach Zośki. Najbardziej jednak cenię pochwały od moich sióstr, które chyba nie do końca wierzyły w powodzenie mojego macierzyńskiego powołania… Dbam o nią najlepiej jak potrafię, ale nie chcę trzymać jej pod kloszem sterylności – potem zeszłabym na zawał widząc, że raczkując wyjada śmieci z podłogi, czy wylizuje kółka od wózka, a to się dzieciom zdarza 😉

Na pewno w jakimś stopniu mam paranoję, na pewno w pewnych kwestiach przesadzam. Nie do końca wiem co znaczy być normalną mamą, co jest przesadą a co nie. Pewnie z biegiem lat wyciągnę wnioski ze swojego macierzyństwa, czas wszystko weryfikuje, zawsze.

Nie wiem czy jestem dobrą mamą, nie wiem czy po tym poście w głębi duszy nie zarzucicie mi jakiegoś zaniedbania z mojej strony. Wiem jednak, że postępuję z moją córką tak, jak sama bym chciała być wychowywana.
Dziś jednak byłam mamą wysoce zorganizowaną. Po kąpieli Zośki i ułożeniu jej do snu zdążyłam zjeść kolację, wyprasować stertę (!) prania, poćwiczyć, wyparzyć butelki i smoczka ( 😀 ) napisać posta, wziąć prysznic i umalować u stóp paznokcie. Nie lada wyczyn jak na dwie godziny, biorąc pod uwagę, że mój R. jest w pracy i ze wszystkim dziś musiałam radzić sobie sama 😉

Drogie mamy jestem bardzo ciekawa jak u was wygląda bądź wyglądało zajmowanie się maleństwem? Czy należycie do grona tych przewrażliwionych mam, czy raczej podchodzicie racjonalnie do macierzyństwa? A może to tatusiowie bardziej panikują? 🙂

Ściskam was serdecznie!

Podobne posty

  • Hmm jak to jest u mnie …? z pierwszym dzieckiem głównie byłam i radziłam sobie sama i może to co teraz napisze nie jest hmm normalne ale jestem z siebie dumna jak dawałam sobie radę a mój syn (5 letni) wyrósł na grzeczne i dobre dziecko wiadomo ma swoje odpały ale ogólnie mogę się nim "pochwalić" ale widzę różnicę przy codziennych obowiązkach np pielęgnacja itp.. między pierwszym a teraźniejszym dzieciątkiem z Adasiem od razu panikowałam bosheee ma katar !! boshe kaszle boshe smok spadl na podłogę !! 😀 itp… a teraz?? hmm co do czystości nadal jestem no można powiedzieć prawie pedantką ale może nie przesadzam aż tak teraz to bardziej mój partner tato Wiki szaleje smok smadł na podłoge trzeba go od razu wyparzyć 😀 itp ja podchodzę do tego już bardziej na luzie .. choć wiadomo co do chorób itp. to dużo rzeczy pozapominałam i jak mała dostała 1 katar to zaczęłam się bać jak sobie da z nim radę przecież pamiętam jak misiek się męczył itp. ale o dziwo nie taki diabeł straszny 😀 także chyba nie jestem przewrażliwioną mamą i to co mogę poradzić to na pewno trzeba zdać się na swoja matczyną wrodzoną intuicję i nieraz posłuchać rad kogoś bliskiego kto oczywiście mówi z sensem 🙂 a reszta jakoś sama się potoczy 🙂 p.s. Werka jestem w pełni podziwu dla Twojej organizacji !! medal ! 🙂 buziaczki dla was dziewczynki ! :*