Szczęście zależy od wielu czynników, dla każdego szczęście to coś innego.

Wymieniając się ze znajomymi historiami porodowymi uświadamiam sobie jak wiele szczęścia miałam rodząc moją Zosię…
Niesamowicie bałam się szpitala. Daleko szukać nie trzeba żeby to udowodnić, wystarczy poczytać kilka postów wcześniej o moich lękach, jeszcze w końcowym okresie ciąży. Wiele mam po porodzie ma tak złe wspomnienia ze szpitalem, że pójście do niego jeszcze raz wywołuje dreszcze. Ja z kolei przekonałam się do szpitali. To jakich ludzi tam spotkałam, jaką opieką i troską zostałam otoczona, z pewnością nie jest dziełem przypadku. Ani na chwilę nie pomyślałam, że jest mi tam źle, nie mówiłam ze łzami w oczach, że koniecznie chcę wracać do domu. W szpitalu czułam się bezpiecznie, po prostu dobrze.

Wybór szpitala w czasie ciąży był ogromnym wyzwaniem, zwłaszcza, że nigdy dotąd nie wybierałam się do szpitala. I tak na prawdę znalazł się on sam, kiedy poszłam na pierwszą ciążową wizytę lekarską i okazało się, że przesympatyczny mój doktorek pracuje właśnie na Prostej. Oczywiste było dla mnie, że skoro od razu obdarzyłam go zaufaniem i zdecydowałam się by prowadził moją ciążę, to też muszę się go trzymać do samego rozwiązania. Później problemy z ciążą przymusiły mnie do kilkudniowego leżakowania na szpitalnej ginekologii. Fakt, wtedy dostając luteinę byłam w totalnej depresji, ale z opieki szpitalnej nie byłam niezadowolona, choć nie byłam w stanie wysławiać pod niebiosy personelu. Ale poznałam co to szpital, co to kroplówki i szpitalne jedzenie, na które też nie mogłam narzekać 😉
Potem pod koniec ciąży wszystkie te wizyty na zapisy KTG, poznawanie przesympatycznych położnych, które już na Izbie Przyjęć służą pomocą…

Szperając po forach internetowych napotykałam raczej opinie negatywne odnośnie tego szpitala. Nawet kiedy znajomi mnie pytali gdzie chcę rodzić, słysząc moją odpowiedź reagowali „Serio?! Na Prostej?!”, ewentualnie „podziwiam cię, że chcesz tam rodzić”. Sprawa wygląda tak: zazwyczaj jeśli ktoś ma wspaniały poród i bardzo miłe wspomnienia ze szpitala, to swoim szczęściem nie dzieli się z innymi, opisując przeżycia porodowe na forach. Natomiast jeżeli komuś cokolwiek niespasowało, jest w stanie wszędzie zjechać lekarzy i szpital. Oczywiście rozumiem, że w wielu przypadkach ma to uzasadnienie, ale wiem też – po obserwacji kobiet i ich mężów znajdujących się na oddziale położniczym – że w dużej mierze to zwykłe narzekanie, marudzenie i przesadzanie. Gdybym chciała też mogłabym się doczepić, że nie zostałam dokłądnie zszyta, przez co 3 godziny po porodzie wylądowałam w sali operacyjnej ze znieczuleniem podpajęczynówkowym, że przez to bolała mnie potem głowa i kark, że nie mogłam przebywać z moją Zosią zaraz po narodzinach, że była dokarmiana przez jedną noc sztucznym mlekiem, że leżała zupełnie gdzie indziej płacząc za mamą, a ja na sali pooperacyjnej myślałam tylko o tym, żeby ją zobaczyć.
A prawda jest taka, że ludzie popełniają błędy, że przeoczenia się zdarzają. Dziękuję tym położym, które zauważyły jakąś nieprawidłowość w moim organizmie, że skierowały mnie na badanie, że doktor zabrał mnie na zabieg ze znieczuleniem, żeby nie narażać mnie na dodatkowe cierpienie – przecież byłam wykończona po porodzie. Jestem też bardzo wdzięczna położnej z sali pooperacyjnej, która całą noc zmieniała mi kroplówki, podawała przeciwbólowe leki i kiedy poprosiłam o przywiezienie mi na karmienie Zosi, odradziła mi mówiąc, że najmniejsza krzywda jej się nie dzieje, a ja będę jej potrzebna rano – wypoczęta i zregenerowana, by się nią zajmować. Posłuchałam jej, w przeciwnym razie nie podniosłabym się z łóżka – po znieczuleniu nie wolno podnosić głowy inaczej przez następne pół roku męczyłabym się z bólami głowy i karku.

Świętokrzyskie Centrum Matki i Noworodka w Kielcach według mnie zasługuje na ocenę 10/10 i serdecznie polecam wszystkim mamom  😉

  • Och, pozdrawiam mamę z Kielc 😉
    O Szpitalu na Prostej też słyszałam różne opinie. Mój tata do teraz o tym szpitalu mówi "wylęgarnia"… Żonie mojego kuzyna zaszyli tam podczas CC igłę w brzuchu, ale to był szesnaście lat temu. Teraz słyszę właśnie coraz więcej opinii pozytywnych na temat tego szpitala i coraz więcej znajomych mi "brzuchatek" decyduje się na rodzenie na Prostej. W końcu to, co było X lat temu nie musi trwać do końca świata. Ludzie się wymieniają. Starzy pracownicy odchodzą na emeryturę, przychodzą nowi, milsi i bardziej z powołania.
    Osobiście rodziłam na Kościuszki i też polecam ten szpital 😀

    Pozdrawiam!

  • Faktycznie personel w większości odmłodzony, ale spotkałam też wcale nie mniej miłe i pomocne starsze położne, które naprawdę swoją radą i doświadczeniem niosą wielką pomoc. Tak naprawdę co kobieta to historia 😉